Gry Spojrzenie na:

Spojrzenie na Duke Nukem: Manhattan Project

Duke Nukem: Manhattan Project

Duke Nukem to dla mnie dość nietypowa seria w kontekście doświadczeń. Większość graczy zachwycała się 3D, pominęła Manhattan Project i była oburzona przez Duke Nukem Forever. Dla mnie Duke Nukem: Manhattan Project był pierwszy, a Forever nie był aż taki zły. 3D nadal czeka na swoją kolej i wyprzedaż na Xbox Live.

Duke Nukem: Manhattan Project

Duke Nukem: Manhattan Project po raz pierwszy wpadło w moje ręce zupełnie przez przypadek. Wziąłem od kolegi płytę z grami z jakiegoś z tanich czasopism, które on masowo kupował. Nie pamięta, czy to był Komputer Świat Gry, czy Click! Zainstalowałem wszystko co było na płycie i odpaliłem Duke Nukem: Manhattan Project i zacząłem grać. Z tamtych czasów, które minęły około 10 lat temu, pamiętam tylko, że doszedłem do China Town – drugiego poziomu gry – i nie mogłem przejść dalej. Nie ma co się dziwić, byłem za młody jak na styl Duke Nukem. Teraz w końcu nadarzyła mi się okazja kupić grę, gdy pojawiła się na wyprzedaży w wersji na Xboksa 360. Tak też zrobiłem, pobrałem grę i zacząłem grać. Nie żałowałem za cenę prawie 20 złotych, bo utożsamiło mnie to w przekonaniu, że musze spróbować kilku gier jeszcze raz, bo grałem w nie za wcześnie. O tobie mówię, Syberio!

Duke Nukem: Manhattan Project

Duke Nukem był dokładnie taki, jakim go pamiętałem. Jest to całkiem przyjemny platformer, który dość szybko zaczyna się nudzić, ale mimo wszystko dalej się w niego gra, po poziomy dość szybko się kończą. Cała gra składa się z ośmiu poziomów, po trzy etapy w każdym, które zajmują średnio po 10 minut, jeśli staramy się zebrać wszystkie znajdźki. Oczywiście wszystko nieco zmienia się na wyższych poziomach trudności. Jeśli nie gramy na łatwym poziomie trudności, to gra staje się wyzwaniem. Na najwyższym musimy naprawdę wiedzieć co się dzieje na danym poziomie i gdzie znaleźć apteczki. Fakt, że mamy ograniczone życie znacznie zmienia niektóre poziomie i sposób podejście do walk z bossami. O ile na łatwym można po prostu stanąć i strzelać, to już na normalnym trzeba skakać, unikać i uczyć się sposobów ataku przeciwnika.

Duke Nukem: Manhattan Project

Jeden z istotniejszych problemów związanych z poziomem trudności na jakie udało mi się natrafić, to fakt zapisywania gry podczas zmiany instancji. Każde przejście przez drzwi powoduje zapis gry. Może to wydawać się dobre, ale niestety bywa wręcz przeciwnie. Kilka razy zdarzyła mi się sytuacja, kiedy po przejściu przez drzwi z niskim poziomem życia od razu byłem atakowany i otrzymywałem śmiertelne obrażenia. Szczególnie bolesne było to na poziomie z klubie, gdzie latający robot zadawał mi ponad 20 punktów obrażeń, a ja miałem jedynie 3. Co prawda z takich sytuacji da się wybrnąć wczytując zapis gry odpowiednią liczbę i kombinując z unikami i różnymi rodzajami broni, ale jest to niepotrzebnie frustrujące i nastawia negatywnie do gry.

Duke Nukem: Manhattan Project

Pomijając kwestie nielicznych problemów technicznych, takich jak okazyjne przenikanie przez ściany, czy brak możliwości zrestartowania poziomu, to gra nadal trzyma się całkiem nieźle. Może nie jest to tytuł warty polecenia, ale jeśli złapie się go grześ na wyprzedaży, to starczy na kilka godzin rozgrywki. Mi przejście całej gry zajęło koło 6 godzin, więc jest to porównywalne z większością kampanii w FPSach. Może nie jest to równie przyjemne, no ale cena raczej trafnie reprezentuje jakość gry.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.