Opinia Technologia

Selecline i Hykker to nie taki głupi pomysł!

Selecline Qilive Hykker

Bywając ostatnio w poznańskim Auchan zaczęło mnie zastanawiać kilka rzeczy w dziale z elektroniką i zacząłem przyglądać się wielu produktom z linii Selecline. Za mniej niż 25 złotych można kupić dosłownie wszystko, żeby wyposażyć komputer. To nie jest taki szalony pomysł jak by się mogło wydawać!

Od razu zaznaczę, że zanim ktoś osądzi mnie o bluźnierstwo powiem kilka rzeczy. Droższa technologia często ma usprawiedliwienie w lepszej jakości wykonania produktów, mniejszej zawodności, czy lepszej obsłudze klienta. Jest to prawdziwe dla prawie każdego produktu, ale szczególnie sprawdza się w kwestii zaawansowanych technologii. Dowodzą tego moje doświadczenia z myszami Esperanza Andromeda i Microsoft Designer Bluetooth Mouse. Nawet moje Xioami jest obiektywnie gorzej wykonane od MacBooków, chociaż tutaj różnica jest niewielka i prawie niezauważalna. Jeśli jednak chodzi o proste technologie, to czasami nie opłaca się dawać za nie więcej niż trzeba. Generalna zasada jest taka: jeśli coś nie jest w powszechnym użyciu od lat, albo jest w tym procesor, płać więcej. Wydaje mi się, że już po ponad 20 latach na rynku trudno jest zepsuć port USB, podkładkę pod mysz, czy bezprzewodową myszkę używającą odbiornika 2.4 GHz, a to właśnie o nich chcę wspomnieć.

Co i za ile?

Selecline myszka
Myszka Selecline za skromne 7 lub 15 złotych

Cała magia tanich serii, nie tylko tych z Auchan, ale i chociażby z Biedronki, polega na tym, że w zamian za niewielkie pieniądze jesteśmy w stanie dostać całkiem znośny sprzęt. Dotyczy to wszelkiego rodzaju elektroniki i akcesoriów. Co prawda Biedronka i to, co dostarczają sprzedawane w niej marki Hoffen, czy Hykker, nie jest najwyższej jakości, ale gdzie znajdziemy niezły głośnik Bluetooth za 25 zł, czy żarówkę LED RGB za 15? Auchan ma jednak sporą przewagę, ponieważ są znacznie większą firmą niż Jeronimo Martins, więc mają więcej swoich własnych produktów RTV i AGD. Możemy od nich kupić odkurzacz za 120 złotych, mikser za 60 złotych i toster za 40, ale nie to nas interesuje. W centrum zainteresowania każdego, kto jest w ciągłym kontakcie z elektroniką są rzeczy związane z komputerami, tabletami i telefonami. Marki takie jak Selecline, i jej droższy odpowiednik Qilive, są stworzone po to, żeby w rękach ludzi znalazł się w krótkim czasie tani sprzęt. Moja przygoda z nimi zaczęła się od podkładki pod myszkę.

Selecline słuchawki
A to słuchawki za 8 zł, ładniejsze niż inne droższe

Kupiłem sobie po jednej z moją dziewczyną i doszliśmy do wniosku, że nie wytrzyma ona długo. Za 3 złote dostaliśmy kawałek materiału naklejony na gumie. Poszarpana krawędź wskazuje na to, że podkładki były wycinane z wielkiej płachty połączonych klejem tworzyw, ale za 3 złote nie oczekiwaliśmy wiele. Po miesiącach okazało się, że podkładka nadal nieźle się trzyma, a że służy także jako podkładka pod kubek, to kilka herbat i kaw już w nią wsiąknęło. Kupiłem więc drugą. I takie jest moim zdaniem przeznaczenie podkładek, których wartość została podwojona przez kawę, która w nią wsiąknęła. Tego samego dnia zobaczyłem coś, co mnie powaliło. Stojąc przed półką z podkładkami leżącymi w niewyróżniającym się białym kartonie spojrzałem nieco wyżej i zobaczyłem myszki. Było kilka ciekawych produktów, głównie to od Logitechu, ale zaraz obok nich wisiało kilka wątłych opakowań z folii plastikowej, a w nich tanie myszki.

Okazało się, że mała myszka przewodowa kosztuje 5 złotych, bezprzewodowa 6. Duża myszka przewodowa, która wyglądem nieco przypomina moją mysz od Microsoftu, 7 złotych, natomiast jej wersja bezprzewodowa tylko 15 złotych. Pomyślałem, że kupię dziewczynie tę myszkę, bo nie chce mi się patrzeć jak cały czas walczy z kablem swojego starego Logitecha. Okazało się, że myszka za 15 złotych nie jest aż taka zła. Co prawda wytknęła kilka wad designy, głównie dość ostre krawędzie, które sprawiają, że myszka nie lezy wygodnie w małej dłoni. Myszka ma jednak odbiornik 2.4 GHz (trochę za duży jak na mój gust) i zmienną czułość. Jasne, że można jej wytknąć kilka kolejnych wad, jak niska jakość plastiku, wątpliwa jakość podzespołów, ale czy to ma znaczenie dla myszki, którą bez problemu wrzucimy do plecaka, czy torby? Moja myszka na Bluetooth ma specjalne miejsce w plecaku, gdzie na pewno nic jej się nie stanie. Tą z Auchan mógłbym wrzucić gdziekolwiek i jakby coś się z nią stało, to bez większego marudzenia mógłbym kupić kolejną.

Dlaczego?

Jak wspomniałem, produkty w niskiej cenie mają zastosowanie w sytuacjach gdzie produkt wyższej jakości nie ma sensu, albo nie jest nam potrzebny. Nie widzę sensu w kupowaniu podkładki za ponad 200 złotych, które oferuje nam chociażby Razer. Nawet podkładka za 60 złotych jest moim zdaniem słabą inwestycją, która nagle nie sprawie, że jesteśmy lepsi w Counter-Strike’a. Rozumiem, że niektórzy muszą się pochwalić swoim nowym setupem, ale dla mnie nie ma to większego znaczenia. I tak gram na konsoli. Myszka za kilkanaście złotych, czy klawiatura w prawie tej samej cenie, też nie ma trwać długo. Ma wytrzymać dokładnie tyle ile wytrzyma, a potem pomyśli się co dalej. Jest nawet kilka kolejnych rzeczy, które bym chętnie kupił. Dodatkowa myszka i klawiatura dla mnie, ponieważ Xbox już się z nimi lubi. Kilka kabli HDMI za kilka złotych za sztukę. Przejściówki, gadżeciki, które na co dzień są za drogie, żeby się nimi zainteresować.

Co kupić, a czego nie?

myPhone – firma matka Hykkera – robi telefony. Kiepskie, ale tanie.

Zasada numer jeden jest taka: jeśli myśli, to płać. Tabletom i komputerom tanich marek nie ufam. Już nauczyłem się kupując mojego Krugera & Matza, że tanie urządzenie, które myśli jest zazwyczaj kiepskie, wykonane z tańszych komponentów, może się psuć, przestać poprawnie funkcjonować. Jak tablet to od renomowanej marki, jak komputer to od Della, Lenovo, czy Apple. Wyjątkiem są tu telefony, ale tylko w konkretnej sytuacji – gdy potrzebujemy zapasowego telefonu, ale nie chcemy kupować czegoś drogiego. Nowy telefon z supermarketu, czy to Auchan, Biedronka, czy Tesco, często kosztuje mniej niż kilkuletnie używane telefony z lombardu. Jeśli naszym planem jest mieć zapasowy telefon (a polecam każdemu mieć chociaż jednego zapasowego smartfona), to taka plastikowa zabaweczka jest idealna. Nie polecam też kupować rzeczy ze złożoną i kapryśną technologią. I tak, chodzi właśnie o Bluetooth, który niby na rynku jest już ze 20 lat, ale nadal nie było przypadku niezawodnej komunikacji dwóch urządzeń z wykorzystaniem tego protokołu. I na litość boską, żadnego kupowania tanich power banków i ładowarek uniwersalnych, bo wam dom spalą.

Selecline telewizor
16:9, 4K, 1x USB, 4x HDMI, brzmi za dobrze żeby było prawdziwe za 1200 złotych

No i przechodzimy do tego, co można kupować. Proste przejściówki, na przykład z D-sub na DVI, czy PS/2 na USB. Kable, chociażby HDMI, ale trzeba pamiętać, że maks na co je stać to zapewne 1080p. Myszki, podkładki, klawiatury, pokrowce, tostery, blendery, kontrolery (tutaj mimo mich negatywnych doznań z Esperanzą przyznam, że bywają dobre i tanie, ale na pewno będą wymagały nieco przyzwyczajenia), statywy, uchwyty. Generalnie wszystko, co trudno zepsuć. W sieciówkach można urządzić sobie biuro i salon za tysiąc złotych, co zresztą spróbuję za jakiś czas zrobić, zastępując markowymi produktami tylko to, co się zepsuje. Następny zakup? 50-calowy telewizor Selecline za nieco ponad 1000 złotych wygląda bardzo kusząco… Ale wiem, że na pewno nie będzie lepszy od mojego obecnego małego LG.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.