Gry Recenzja

Recenzja Worlds of Magic: Planar Conquest

Planar Conquest

Nie bez powodu nie ma gier strategicznych na konsolach. Nie ważne, czy chodzi o RTSy, czy o turówki, liczba przedstawicieli tego gatunku jest minimalna. Worlds of Magic: Planar Conquest jest jednym z nich. Gra ma już rok na PC i pół na PlayStation 4, ale dopiero niedawno ukazała się na Xboksie One. Ukazała się nawet na Androida i iOSa.

Planar Conquest

Od razu muszę stwierdzić, że gra nie jest z mojego ulubionego gatunku. Jest to coś w stylu Heroes of Might and Magic, oraz Cywilizacji, jednak nie aż tak rozbudowane. Gdy zabierałem się ostatnio za Civ 5, to wytrzymałem 20 minut, a tutaj? Cóż, moja pierwsza gra to było dobre 6 godzin, aż konsola odmówiła posłuszeństwa i gra się zawiesiła. Podczas tych pierwszych 6 godzin doświadczyłem chyba wszystkiego, co gra ma do zaoferowania, ale zanim skończę pisać recenzję zapewne zagram jeszcze kilka godzin innymi frakcjami. To, że gra nie jest tak złożona jak inne znane turówki nie sprawia, że jest prosta. Gra ma masę jednostek, masę czarów, masę efektów, bohaterów, ekwipunku, wszystkiego jest niesamowicie dużo. Problem polega na tym, że gra słabo informuje o tym, co robi dany element. Podczas walki, gdzie stanęła naprzeciwko siebie armia Manslayerów i Paladynów, pojawił się status „darkness”. Sprawił on, że szansa trafienia mojego Paladyna wynosiła okrąglutkie 0% i musiałem bazować na ripostach i leczeniu się Paladynów. Co gorsza, podczas pierwszego podejścia do walki nie mogłem rzucać czarów! Sprawiło to, że moja armia złożona z kuszników nie przetrwała tego starcia.

Planar Conquest

Ani w jednej, ani w drugiej sytuacji gra nie poinformowała mnie, dlaczego tak się stało. Musiałem dopiero grzebać w efektach działających na postaci, żeby móc wywnioskować co się stało. To samo tyczy się wielu innych elementów, które w żaden sposób nie są opisane, tylko reprezentuje je ikonka, albo suwak. Chcę wiedzieć, co da mi dany budynek, po co są punkty nauki, skoro w grze nie ma żadnego drzewka technologii? Problemy z interfejsem to jednak nie jedyne niedociągnięcia tej gry. Raz na jakiś czas zdarza się, że animacje postaci podczas ekranu walki zaczną pokazywać nie to, co trzeba. Żeńskie postacie wydają męskie głosy podczas otrzymywania obrażeń, ale już odpowiednie głosy podczas śmierci. Budując jednostki trzeba się domyślać co one w zasadzie robią i która z nich potrafi latać. No i jakby nie było, gra się zawiesiła podczas końcówki bardzo intensywnej walki, co skłoniło mnie do zaczęcia pisania recenzji.

Planar Conquest

Może to wszystko sprawić negatywne wrażenie, ale tak nie jest. Podczas gdy zobaczyłem na czym gra polega, to nieco odłożyłem w czasie zagranie w nią, ale gdy już ją włączyłem, to grałem bardzo długo i nie mogłem oderwać się od gry. Moja pierwsza nieskończona potyczka trwała prawie 6 godzin, a nawet nie byłem bliski skończenia, a minęło dobre kilkaset tur. Ale jak to się zaczęło? Podczas rozpoczęcia gry mamy najpierw do wyboru gdzie będziemy grać. Zaznaczamy od 1 do 7 światów, na których gra toczy się równolegle. Drugi ekrany wyboru pozwala nam ukształtować świat, wybrać takie rzeczy, jak rozmiar, ilość zasobów, szybkość rozgrywki, liczba napotykanych lokacji neutralnych. Potem wybieramy naszą frakcję i bohatera. Każda frakcja i bohater mają swoje wyjątkowe cechy, wady, zalety, umiejętności. Frakcje są dość podstawowe, mamy tutaj na przykład nieumarłych, którzy są w stanie ciągłem wojny ze wszystkimi, ludzi, będących frakcją zbalansowaną, elfy mające szybkie, ale delikatne jednostki, czy wolne, ale potężne krasnoludy. Gra daje nam krótki opis każdej z frakcji, oraz listę ich wad i zalet.

Planar Conquest

Wybór bohatera to kolejna kwestia, która może zajść nam nieco czasu, zanim faktyczna gra się zacznie. Spośród 20 postaci musimy wybrać jedną, która najbardziej odpowiada naszemu stylowi rozgrywki, lub idealnie wpasowuje się w nasz plan podboju. Są tacy, którzy władają czarami, pozwalają na zdobywanie dodatkowych poziomów, ulepszają możliwości leczenia i wytwarzania przedmiotów, zamieniają manę w złoto, jest niesamowicie dużo opcji. Ponieważ wybrałem ludzi, to wybieram Markasa, który pozwoli moim żołnierzom zdobyć dodatkowe poziomy oraz zapewni wsparcie w postaci magii ofensywnej. Po dokonaniu wybory zostaje wygenerowany świat i zaczynamy rozgrywkę. Muszę przyznać, że początkowo miałem spory problem ze sterowaniem, ponieważ nie każdy twórca gry jest na tyle światły, żeby umieścić opcję umożliwiającą zmianę położenia elementów interfejsu, przez co mam ucięte po kilka cm z każdej strony ekranu. A pomijając to, to wszystko bazuje na kołowych menu. Prawy spust to ogólne menu gry, gdzie mamy możliwość między innymi zarządzania podległymi nam jednostkami, terenami, i zajmowania się dyplomacją. Lewy spust to menu obecnie aktywnego elementu świata, czyli zazwyczaj będzie to menu dotyczące obecnie zaznaczonej jednostki wojskowej.

Planar Conquest

W tym momencie troszkę piszę recenzję grając w międzyczasie i muszę powiedzieć, że gra się naprawdę przyjemnie. Możliwość szybkiego symulowania walki jest niezastąpione podczas eksploracji i sprzątania pozostałości armii przeciwnika, chociaż czasami jest to nieco zwodnicze. Raz na jakiś czas okaże się, że armia oceniona jako niezagrażająca naszej rozniesie ją w drobny mak. Fajnie, gdyby w tym momencie powiadomiono nas co dokładnie poszło nie tak. Chciałbym, żeby można było odtworzyć symulację przegranej walki, żeby móc się przygotować na podobną walkę następnym razem. Odnośnie mojej armii będące rozgromioną, nie podoba mi się, że kolejka budowy jest połączona z kolejką budowania i mieszczą się w niej tylko 4 rzeczy. Sprawia to, że trzeba niesamowicie często zaglądać do zamków i z czasem, gdy ich liczba przekroczy ilość miejsc w odpowiednim menu, to tracimy do nich dostęp. Jakimś cudem twórcy gry nie przewidzieli, że ktoś może mieć 11 zamków i chcieć do nich zajrzeć raz na jakiś czas. Spowodowało to kilka razy, że mój zamek został przejęty tylko dlatego, że nie mogłem zacząć budować w nim armii.

Planar Conquest

Odnośnie samej walki, to dzieje się ona na mapie podzielonej na komórki. W początkowej fazie walki mamy możliwość ustawienia armii według naszych upodobań, lub zaufać automatowi, który może to zrobić za nas. Po rozpoczęciu faktycznej fazy walki, mamy do czynienia z typową mechaniką, znaną z innych gier turowych, takich jak Heroes of Might and Magic, King’s Bounty, czy niezapomniany Clash. Całość nie bazuje jednak na RNG, tylko na systemie znanym z papierowych RPGów. Mamy nasze kostki, przeciwnik ma jego kostki. Komputer losuje liczby na nich i stawia je przeciwko sobie. Sprawia to, że obrażenia są dość nieprzystępnie przedstawione, jako na przykład 6k6, co niekażdemu będzie mówić wiele. Ten brak zrozumienia sprawiał, że swojego czasu zupełnie nie rozumiałem dlaczego umieram grając w Ice Wind Dale, który pod maską bazuje na dokładnie takim samym systemie walki, tylko inaczej przedstawionym.

Planar Conquest

Ile razy w waszym życiu zdarzyło się, że w grze swoje rączki maczało tyle studiów, że ostatecznie nie wiadomo kto ją zrobił? Cóż, ta była moją drugą. Polska gra – Worlds of Magic: Planar Conquest  – wywołała u mnie tyle zmieszania, tyle negatywnych emocji, i skompensowała to tak wieloma godzinami gry, że nie wiem co o niej myśleć. Gra się w nią przyjemnie, na prawdę przyjemnie, ale wydaje mi się, że ta gra została stworzona na komputery osobiste i tam powinna zostać. Sterowanie nie wydaje się naturalne na konsoli, szczególnie, że mapa jest obrócona o 45 stopni, co sprawia, że początkowo przesuwanie jednostek po mapie jest niesamowicie meczące, jednak po godzince grania to zupełnie mija. Worlds of Magic: Planar Conquest nie jest złą grą, ale jeśli macie ją kupić, to polecam PC, a nie konsolę.



Gra została udostępniona przez Teyon

Recenzent spędził w grze ponad 10 godzin, odblokowując 24 osiągnięcia i rozgrywając jedynie 3 gry, chociaż doświadczając wszystkiego, co gra ma do zaoferowania.

7.2
Dźwięk:
7
Grafika:
6.5
Rozgrywka:
8

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.