Gra Recenzja

Recenzja We Happy Few

We Happy Few, recenzja, review, Xbox One

We Happy Few to jedna z pierwszych wysokoprofilowych gier, o której miałem okazję napisać na blogu. Teraz, po trzech latach postanowiłem w końcu zobaczyć jak wygląda gotowy produkt, czym różni się od wczesnej wersji i czy gra zasługuje na ocenę, jaką dostaje od recenzentów – mierne.

Trzy historie w mrocznym świecie

We Happy Few, recenzja, review, Xbox One
Wszystkie strefy poza wpływem Joy są zrujnowane i nie znajdziemy w nich wielu cennych rzeczy – na przykład jedzenia

We Happy Few oferuje nie jedną długą rozgrywkę, jak myślałem, że będzie, ale oferuje spojrzenia na zastany świat z punktu widzenia trzech osób – Artura Hastingsa, Sally Boyle i Ollie Starkeya. Przed wydarzeniami w gry mieszkali blisko siebie i byli zaprzyjaźnieni, jednak wszystkie wydarzenia po 1943 roku, kiedy to wojsko niemieckie zaczęło okupację Wielkiej Brytanii, zmieniły ich życia na zawsze. Historie tych postaci i sposób w jaki się przeplatają są ciekawe i jednocześnie mroczne. Każda z nich ma coś wstydliwego do ukrycia, jakiś sekret, który musi odpokutować. Wellington Wells, to fikcyjne miasteczko w którym dzieje się akcja i nie mogło być duże, skoro każdy każdego zna i w zależności od relacji albo próbują się dobrać do tej osoby, albo jej pomóc. Jak historia Olliego i Wuja Jacka, pełna zdrady i służbistości. Sally i Olliego, która chcąc uratować go od winy zniszczyła mu spory fragment psychiki. Czy Artura i prawie każdej ważnej postaci w mieści, był przecież jednym z nich aż w niefortunnym momencie Joy przestało działać i przeczytał artykuł o bracie. Niestety w grze jest też masa historii, które nie są zgłębiane. Chciałbym więcej dowiedzieć się o Authority Project w ramach którego Percy – brat Artura – został zabrany do Niemiec. Czy chciałbym się dowiedzieć co się dzieje zresztą aliantów.

Gra zrodzona w erze systemów rzemieślniczych

We Happy Few, recenzja, review, Xbox One
Płatki róży są jedną z najcenniejszych rzeczy, jakie możemy znaleźć w grze – służą do stworzenia maści leczniczej

We Happy Few powstało w okresie, gdy najpopularniejszym elementem mechaniki w grach był crafting. Z tego powodu gra wprowadza kilka ciekawych elementów, ale także zaczyna dość szybko irytować. Chodzi głównie o potrzebę tworzenia wszelkich preparatów i broni, które są niezbędne do naszego przetrwania. O ile jakiś szpadel do mordowania zawsze znajdziemy, to problem zaczyna się, gdy chcemy przeżyć. Wszystko, co będzie nam pomocne przy leczeniu naszych ran, zwalczaniu infekcji, zatrucia pokarmowego, czy powstrzymywaniu krwawienia wymaga połączenia kilku przedmiotów. Najgorzej jest jednak w kwestii odzyskiwania punktów wytrzymałości, ponieważ możemy to zrobić jedynie śpiąc, albo wykorzystując stworzone przez nas maści. Mamy więc wybór między lataniem co chwilę do schronu, albo szukaniem kwiatków róży. Niestety tych ostatnich jest bardzo mało, co zaczyna irytować podczas intensywniejszych momentów, szczególnie podczas pierwszych nieprzyjemnych spotkań z policją, czy pszczołami. Niestety postęp craftingu też jest niezbyt zadowalający, ponieważ jest on w zasadzie jednostopniowy. Albo leczymy trochę, albo trochę więcej na następnym poziomie. Zatrucie pokarmowe albo leczymy herbatką, która powoduje wymioty, albo później łykamy pastylkę i nam przechodzi.

Jedzenie, picie i sen to podstawa, tak jakby…

We Happy Few, recenzja, review, Xbox One
W nowym świecie policja patroluje ulice w poszukiwaniu Downerów, a Doktorzy są niczym Gestapo radości – znajdują ciebie i zmuszają do szczęścia

Poza życiem musimy dbać także o inne paseczki w grze. Z czasem zwiększa się nasz głód, pragnienie i zmęczenie. Pierwsze zwiększamy jedząc, drugie pijąc, a trzecie śpiąc, co jest dość proste, jednak brakuje mi tutaj większej ilości zazębiających się efektów, takich jak uzupełnianie życia podczas jedzenia, czy picia. Sprawia to, że raz na pół godziny gry musimy coś zjeść, żeby utrzymać głód w szachu, a nawet jeśli będziemy grać głodni, to nic się nie stanie, bo możliwość śmierci została usunięta kiedyś w 2018 roku. Sytuacja z piciem i spaniem wygląda tak samo, a ich brak zmniejsza głównie nasze możliwości sprintu, ograniczając ilość dostępnej energii i jej regenerację, jednak od momentu w którym powinniśmy być porządnymi obywatelami sprint traci nieco na znaczeniu. Nie jest jednak problemem znalezienie studni z wodą, czy jakiejś marchewki, a już zupełnie problem załatwia uratowanie kucharza, który da nam miskę podejrzanej zupy za każdym razem jak z nim pogadamy, więc na wszelki wypadek można zrobić sobie zapas.

Joy

We Happy Few, recenzja, review, Xbox One
Świat na Joy jest cudowny, kolorowy, gdy odstawimy środek, to gra traci znaczną ilość kolorów i staje się mniej utopijnie radosna

Nasze akcje są motywowane powrotem do ponurej rzeczywistości podczas gdy nasza postać postanawia odstawić magiczną pastylkę – Joy. Jest to specyfik, który zwiększa nasze szczęście i poprawia postrzeganie świata. Generalnie wszystko jest piękniejsze, gdy Joy działa. Są jednak osoby, które odrzucają życie w kłamstwie i tworzą frakcję Downerów (chyba najlepiej można to przetłumaczyć jako „smutasów”), którzy posiadają najpełniejszą wiedzę o przeszłości, ale brak szans na przyszłość. Wszyscy, którzy łykają Joy są weseli, mają przyjaciół, kariery, ale jednocześnie niesamowicie spaczony wizerunek świata, który doprowadza do sytuacji,w której mylą martwego szczura z piniatą, czy kałużę łatwopalnego paliwa z… Kałużą. My, jako nonkonformista, musimy lawirować między oboma światami i możemy korzystać z plusów każdego z nich. W jednym swobodnie kraść, mordować, a po łyknięciu pigułki i byciu rozpoznanym jako wesołek możemy dowolnie korzystać z dobroci innych. No i przejrzeć plany innych. Generalnie możliwość przejścia między dwoma stanami wykorzystujemy jako jeden ze sposobów ujawniania chorego nowego porządku świata. A im głębiej, tym dziwniej jest. Dowiadujemy się dlaczego złe postacie są złe, i dlaczego część z tych złych może mieć usprawiedliwienie. Opowiedziana historia jest ciekawa, ale jak wspomniałem – tło wybrakowane.

Dualizm wyglądu i mistrzostwo dźwięku

Wielka pochwała twórcom należy się za dwa aspekty gry, które są wykonane bezbłędnie. Pierwszym jest grafika. Widać, że gra używa Unreal Engine, bo ponownie widać wszystkie problemy techniczne, które silnik od zawsze miał, ale jednocześnie gra wygląda ładnie, miejscami cudownie. Wynika to z braku parcia w realistyczne tekstury i skupienie się na karykaturze i stylizacji postaci i lokacji. Dodatkowo niemalże każda lokacja musiała zostać opracowana dwa razy, bo świat widziany w momencie bycia na Joyu jest piękny i kolorowy. Nawet slumsy wyglądają tak jakoś ładniej i każdy zaczyna się uśmiechać. Dobrze też wypadają dźwięki. Gra jest w pełni udźwiękowiona, dialogi są całkiem dobrze zagrane, ale podczas dłuższej rozgrywki zaczyna irytować niewielka pula wypowiedzi losowych postaci na ulicach. Mają oni tendencję do rzucania kilkoma tekstami w kółko, dodatkowo dorzucając jakieś rozmowy między sobą i krótkie odpowiedzi na nasze pytania o ich dzień. Ale rozterki głównych postaci, ich rozmyślenia, komentarze, dialogi z innymi, jedno z lepszych wykonań, jakie widziałem ostatnimi czasy.

Gra zapomniana po premierze

We Happy Few, recenzja, review, Xbox One
Niektóre tekstury w grze są całkiem żałosne, ale tutaj nie pomaga Unreal Engine, który nadal miewa problem z ich wczytywaniem

Pomimo tego, że premiera gry była stosunkowo niedawno, to była ona szeroko dostępna już dwa lata wcześniej. Gracze bawili się w surwiwal, poznawali sekrety gry i grali godzinami, ale w momencie premiery okazało się, że gra jest już nieco przestarzała i nie spełnia oczekiwań recenzentów na rok 2018. W międzyczasie Compulsion zostało kupione przez Microsoft, podejście do niezależnego studia się zmieniło, a ich gra, które jest w gruncie rzeczy naprawdę dobra, dostała mierne oceny, głównie z uwagi na mierną walkę, kiepski system tworzenia przedmiotów i niewykorzystany potencjał. I muszę się zgodzić, bo We Happy Few zapowiadało się genialnie, ale gra jest po prostu dobra. Ma błędy, ale każda duża gra ma. Stylistyka jest naprawdę genialna, coś na wzór karykatury BioShocka Infinite. Powiem tak: jeśli kupisz grę, to nie pożałujesz, ale jeśli ją pominiesz, to nikt nie będzie miał tego za złe, ponieważ można odnieść wrażenie, że jest to kolejna nieistotna pozycja, która dobrze się zapowiadała, ale coś poszło nie tak. Ja się bawię dobrze w We Happy Few i nie ma powodu, żeby ktokolwiek miał inaczej. Na szczęście po premierze Compulsion Games nie zaprzestało pracy nad grą, wydając kolejne aktualizacje i wydając kolejne DLC. O pierwszym napiszę w przyszłym tygodniu, drugie wyszło kilka tygodni temu, a trzecie jest w planach.



Gra została dostarczona przez Evolve PR

Recenzent spędził w grze około 12 godzin, odblokowując 16 osiągnięć i kilka razy przerywając grę z powodu bólu głowy, dziwne... Zapomniałem łyknąć pigułki?

8.3
Dźwięk:
9.5
Grafika:
6.5
Rozgrywka:
8
Błędy:
9

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.