DLC Recenzja

Recenzja We Happy Few – Lightbearer DLC

We Happy Few - Lightbearer DLC, recenzja, review, Xbox One

Pośpieszyłem się nieco z moją opinią o poprzednim DLC do We Happy Few. Napisałem, że They Came From Below oferuje zupełnie inną rozgrywkę niż We Happy Few, […]. Sytuację jednak zmienia dopiero Lightbearer, które jest dodatkiem krótszym, ale rezygnuje on z niemalże wszystkiego, co oferuje bazowa gra.

Potęga brytyjskiej muzyki!

We Happy Few - Lightbearer DLC, recenzja, review, Xbox One
Ulice Wellington Wells, które odwiedzimy są pełne neonów, głównie fioletu i różu, podkreślając atmosferę przedstawionej epoki

Naszym bohaterem jest Norbert Pickles, który przybrał przydomek sceniczny Nick Lightbearer. Jest on gwiazdą, bohaterem dla wielu, ale to my poznamy jego historię i dowiemy się co go dręczy. W We Happy Few Nick pojawia się kilkukrotnie w historiach Artura i Sally, ale gra nie mówi o nim zbyt wiele. Większości rzeczy dowiadujemy się z notatek w DLC i samej historii przedstawionej. Nick Lightbearer był członkiem zespołu „The Make Believes”, który tworzył hity w latach 50 i 60, jednak Nick doprowadził do rozłamu zespołu i mimo tego, że stracił na popularności, to nadal był jedną z najbardziej rozpoznawanych postaci w mieście, a przy tym przyciągając swoją osobą setki psychofanów. Dość łagodne usposobienie Nicka, który czasami wydaje się być wręcz nieudacznikiem, sprawia, że dodatek jest pozbawiony w znacznym stopniu przemocy, a naszą jedyną bronią jest muzyka. Nick wykorzystuje swoją gitarę tak samo jak bohater poprzedniej gry swój pistolet laserowy – jest to broń o potężnej mocy i nieskończonej energii.

4 chwyty, kawa, alkohol i tabsy

We Happy Few - Lightbearer DLC, recenzja, review, Xbox One
W dodatku będziemy walczyć z fanami, ale również z ludźmi, którzy nie życzą sobie naszej obecności w danym miejscu – głownie obsługą hotelu

Rockowa przeszłość Nicka sprawia, że w Lightbearer nie uświadczymy broni, ale w jej miejsce mamy gitarę. Nick może używać czterech chwytów do parowania ataków, oczarowywania dam i atakowania przeciwników. Dlaczego muzyka pozwala ich pokonać? Bo po dostaniu kilku nutek w twarz każdy przeciwnik pada na ziemię, śliniąc chodnik i dzierżąc nowy status obezwładnionej postaci – „mind blown”. Z DLC wycięto podnoszone bronie, granaty, pułapki, kamienia, butelki, wszystko co robiło krzywdę, bo poza nami nikt w grze nie może ucierpieć. System wszelkiego rodzaju używek też znacznie się zmienił, bo w grze jesteśmy ograniczeni tylko do picia kawy z cykorii, whisky i łykania Joy. Każde z nich nieco zmienia świat i każde z nich odnawia nieco życia – w końcu! Co prawda efekt rozmazanego ekranu po wypiciu kawy bez kofeiny jest nieco dziwny, ale ważne, że po kubeczku gorącego naparu jesteśmy nieco sprawniejsi. Po Joy jak zawsze świat stanie się piękniejszy, a po alkoholu nieco pływający.

A to wszystko wina narkotyków

We Happy Few - Lightbearer DLC, recenzja, review, Xbox One
Podczas jednego z etapów gry jest nawet osiągnięcie za tańczenie na rurze przed fankami będąc pozbawionym obrania. A nadal narzekają, że jest zbyt grzecznie

Historia, którą będziemy mogli prześledzić w ramach Lightbearera opowiada historię trzech dni z życia artysty, kiedy to zaczyna źle reagować na przyjmowane doustnie substancje. Po którejś już pastylce zaczyna mieć dość dziwne doznania i budzi się rano nieświadomy tego, co się stało. Jest to jeden z efektów ubocznych Joy. Jak się jednak okazuje, tym razem jest cały we krwi i to naszym zadaniem jest dowiedzieć się czyja ona jest i jak doszło do tego, że Nick jest cały nią oblany. Podróżować będziemy to niewielkim skrawku miasta, który ponownie został ręcznie złożony przez deweloperów, ale idealnie pasuje do klimatu DLC, czyli muzyczna gorączka wokół hitowego brytyjskiego boysbandu. Ubiór postaci dookoła, fantazyjne wąsiki, infantylność Nicka i epoka przywodzą na myśl nieco Beatlesów połączonych z Austinem Powersem. Gra oferuje naprawdę unikatową rozgrywkę, w której centrum jest gitara bohatera, którą nie tylko walczy, ale i jest w stanie odkrywać sekrety Wellington Wells oraz oczarowywać własne złote statuetki, które pokazują drogę do kolejnego celu. Wykonanie jest naprawdę mistrzowskie.

Hmm… Za krótkie?

We Happy Few - Lightbearer DLC, recenzja, review, Xbox One
Wszystkie drogi są sprytnie odblokowane kordonem policji, który stara się powstrzymać napierających fanów

Przechodząc grę bawiłem się naprawdę dobrze, ale pominąłem jedną z notatek i pomyślałem sobie, że będę musiał poświęcić kolejne godziny na grę. Okazało się jednak, że rozwiązując zagadkę krwi na bohaterze oraz zbierając wszystkie notatki spędzimy w grze nieco ponad godzinę. Dla porównania bieg po wspomnianą notatkę, która była zaraz przed ostatnią sceną, zajęło mi około pół godziny. Lightbearer to naprawdę krótkie DLC, za które przyjdzie nam dać 30 złotych. Tutaj trzeba podjąć poważną decyzję, czy warto wydać aż tyle za tylko tyle? Bo zabawa jest przednia, ale krótka. Lightbearer oferuje coś zupełnie innego niż poprzednie DLC i bazowa gra, wrzucając nam w sam środek nafaszerowanego Joyem miasta, w którym musimy przeżyć hordy atakujących nas fanów.



Gra została dostarczona przez Evolve PR

Recenzent spędził w dodatku około 2 godzin, przechodząc go dwa razy i zdobywając wszystkie 10 osiągnięć.

7.7
Zawartość:
7
Bazowa gra:
8.3

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.