Gry Recenzja

Recenzja War Stories, fabularnego trybu World of Tanks

World of Tanks War Stories

Wargaming.net nieco zaskoczyło swoim trailerem, prezentującym rozgrywkę World of Tanks na Xboksie 360 podczas Gamescomu w 2013 roku. Od tamtego czasu wersja konsolowa zawsze była nieco do tyłu, jeśli chodzi o zawartość i aktualizacje. To się zmieniło, gdy na konsoli pojawił się tryb fabularny – War Stories.

World of Tanks: War Stories
Po zakończeniu kampanii możemy wykorzystać w niej każdy posiadany czołg

War Stories to cały czas rozwijany aspekty gry, który pozwala nam wziąć udział w bitwach pancernych, które są inspirowane prawdziwymi wydarzeniami, ale nieco twórcy polecieli ze scenariuszem. Przykładowo zestaw misji „Operation Sealion” opowiada historię młodego brytyjskiego dowódcy Cromwella, który musi najpierw bronić Londynu przed niemiecką armią pancerną, a następnie zeprzeć siły inwazyjne z powrotem do morza. Unternehmen Seelöwe to był faktycznie niemiecki plan ataku podczas bitwy o Wielką Brytanię, ale został ostatecznie anulowany, a jednostki inwazyjne zostały odesłane na front wschodni. Na chwilę obecną mamy dostęp do pięciu zestawów po trzy misje, które działają dokładnie tak samo jak tryb multiplayer, czyli mamy swój czołg, czasami też sojuszników, i cel, na przykład musimy zająć bazę, czy wyeliminować wszystkie jednostki przeciwnika. Te natomiast czasami się znacznie różnią, co potrafi zirytować, bo trudność zależy od losowego czynnika. Podczas jednej misji męczyłem się tak długo z przeciwnikiem, że w końcu wylosowałem same ciężkie czołgi w mojej drużynie, co pozwoliło na dość łatwe zwycięstwo.

World of Tanks: War Stories
Fabuła przedstawiona jest za pomocą komiksów, bez narracji, ale w niezłym stylu

War Stories w każdym przypadku dostarcza nam załogę, czołg, i cel. Czołgi to unikatowe wersje istniejących już i dobrze nam znanych maszyn. Przykładowo Petit Tigre to prototypowa wersja Tygrysa, która została wykradziona przez ekipę francuskich szpiegów, czy Berliner, który jest unikatową wersją brytyjskiego Centuriona Mk. 1. Musze przyznać, że czołgi bywają różne w odniesieniu do parku maszynowego przeciwnika. Na przykład nie miałem żadnego problemu z ukończeniem kampanii grając Emchą, czyli radzieckim Shermanem, ale wspomniany już Tigre sprawił mi wiele kłopotów w walce o El Alamein, do tego stopnia, że nie obyło się bez konieczności ulepszenia maszyny. Za darmo dostajemy bowiem nieco gorszą maszynę niż powinniśmy. Początkowa wieża Tygrysa jest z czołgu poprzedniej generacji, a ta, która nadaje Tygrysom charakterystyczny wygląd jest do nabycia za nieco ponad 110 tysięcy srebra. Daje to dość dużą różnicę między niesamowitym kadłubem i przestarzałą armatą. To w sumie niewiele, jeśli spojrzymy na to ile da się zarobić grając w tych misjach. Wspomniana bitwa o El Alamein pozwoliła mi na zarobienie ponad 70 tysięcy srebra w około 15 minut, więc zdecydowanie da się tę misję kilka razy powtórzyć dla niezłego zysku.

World of Tanks: War Stories
Błędy się zdarzają. Tutaj porażka mimo wypełnienia wszystkich celów

Czołgi są niestety przeznaczone tylko do tryby War Stories, więc nie dane nam będzie ich sprawdzić w walce przeciwko innym, ale po ukończeniu kampanii mamy możliwość zakupienia zestawu premium z czołgiem, który ma zawsze coś ciekawego do zaoferowania. Gdy ukończymy Operację Sealion, to możemy zakupić zestaw zawierający Cromwella Snakebite, który jest ładny, zieloniutki, i zupełnie inny niż standardowy Cromwell. Jest on niesamowicie szybkim lekkim czołgiem, który ma nieco słabsze działo, ale muszę przyznać, że miło się nim zasuwa miedzy ciężkimi maszynami przeciwników. Captured KV-1 to tez ciekawy czołg, który ma nieco słabsze, ale znacznie szybsze działo od sowieckiego KV-1, ale pozwala na szkolenie niemieckiej załogi, a także jest czołgiem premium, więc dla fana KV-1 nie ma niczego lepszego w ofercie, chyba. Moim ulubionym jest natomiast Defiance Matilda.

World of Tanks: War Stories
W momencie pisania dostępne jest pięć zróżnicowanych kampanii

Kupiłem ten czołg w sumie dlatego, że był taki tani, ale jak wyjechałem na święta i miałem swojego Xboksa 360, to doszedłem do wniosku, że zobaczę czym on właściwie jest. I dzięki temu co zobaczyłem doszedłem do wniosku, że chyba zacznę grać w World of Tanks. Defiance to normalna historyczna Matilda, nieco inaczej pomalowana, ale najbliżej jej do innego czołgu premium – Matildy Black Prince, która jest gorsza w każdym aspekcie poza  obrażeniami, które jest w stanie zadać. Ten czołg pozwolił mi jako pierwszy całkowicie zdominować pole walki i nauczyć się tak naprawdę gry. Jasne, że czasami miałem problemy z walką z wyższymi klasami, szczególnie czołgami ciężkimi, ale rzadko się to zdarzało. Defiance ma preferencyjny matchmaking, który szuka rozgrywki z dokładnie takimi samymi przeciwnikami, co Matilda II, mimo ulepszeń względem swojego pierwowzoru, zazwyczaj mało znaczących, ale jednak.

World of Tanks: War Stories
Mój Ram jest nieźle poturbowany, ale pancerz jest w zasadzie nietknięty

Podsumowując War Stories trzeba stwierdzić, że jest to prawdopodobnie najlepsza gra pancerna dla pojedynczego gracza. Złożoność systemów znanych z World of Tanks idealnie wpasowuje się w nieco bardziej symulacyjny styl rozgrywki niż cała reszta gier, które skupiają się wokół czołgów. Moim zdaniem cały tryb powinien być nieco bardziej rozbudowany. Zamiast tylko 3 potyczek powinno ich być znacznie więcej, powinny być całe kampanie, bo gra daje możliwości. Cała kampania od Moskwy do Berlina, czy z drugiej strony od plaży Normandii do Berlina. Starcia w Afryce, które dały zwycięstwo Brytyjczykom, czy chociażby historia niemieckiej pancernej pięści, która przebiła się aż do Paryża, czy Moskwy. Podczas II Wojny Światowej wiele się działo, wystarczająco, żeby nie było trzeba wymyślać. Mam nadzieję, że Wargaming.net da nam znacznie więcej, chociaż czołgi premium za pół ceny, i miliony, które da się zarobić, to i tak dużo.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *