Gra Recenzja

Recenzja Vigor

Vigor, recenzja, review, Xbox One

Ojej! Dostałem wiadomość od Evolve, że w końcu, po prawie 3 miesiącach walki, dostałem możliwość zagrania w Vigor. Co prawda kod na darmową grę dostałem tydzień po premierze, ale wciąż dostałem kilka dodatkowych kurtek i nieco monet. Doceniam, ale nie ukrywam żalu, że nie dane mi było zagrać w betę. Tym niemniej, zaczynajmy!

Beta, beta, beta

Vigor, Xbox One, recenzja, review
Przed każdą grą widzimy mapę, a na niej naszą pozycję. Możemy zaplanować swoje kolejne kroki i zobaczyć, czy w ogóle mamy szansę na coś dobrego

Vigor pojawił się na Xboksie już dość dawno. Bohemia ogłosiła, że gra będzie rozwijana z czynnym udziałem graczy z wykorzystaniem programy Xbox Game Preview, ale nie będzie to sprawa darmowa. Mimo tego, że gra będzie darmowa w dniu premiery, to aby wziąć udział w becie trzeba było zapłacić niespełna 90 złotych. Gracze się nieco rzucili na ten pomysł, bo w gra przed premierą miała około 700 tysięcy aktywnych graczy, a po premierze szybko wskoczyła do pierwszej 20 najpopularniejszych gier na Xboksie (zaraz obok Gears POP!). Beta jednak nie była dobrze przyjęta przez sporą część graczy, którzy uznawali Vigor za nieco okrojone DayZ, zmienione do tego stopnia, żeby było trzeba było dobrze się przyjrzeć, żeby zobaczyć różnice. W gruncie rzeczy w obu przypadkach mamy do czynienia z trzecio-osobowymi surwiwalami, jednak o różnych celach i metodach egzekucji. Jeśli DayZ potraktujemy jako bazę, to Vigor powstaje po dodaniu do bazy The Division, albo podobnego looter-shootera – głównym celem stają się surowce, a nie nasze wyposażenie.

Schrony i wojaże

Vigor, Xbox One, recenzja, review
Rozbudowa schronu realizowana poprzez wykupowanie kolejnych poziomów usprawnień, które przekładają się na renowację całego obiektu – nowy dach, wnętrze i ściany

W całej grze bowiem polega nie na zbieraniu kill-streaków, a na rozbudowywaniu schronu. Zaczynamy z ruderą, po której nie można się wiele spodziewać, ale z czasem uszczelniamy jej ściany plandeką, czy wręcz odbudowujemy kawałek po kawałku. Jest to nasza baza wypadowa, pewnego rodzaju hub, gdzie można postrzelać na strzelnicy, zbudować nową broń, czy rozbudować bazę. Nie ma tutaj wiele do roboty, po prostu wybierz sprzęt i idź na wyprawę. Same wyprawy są swoistymi spacerami po okolicy, które polegają na przeszukaniu jak największej ilości pojemników i wyniesieniu całego złomu z mapy, nie ginąc przy okazji. Map jest kilka, o zmiennych środowiskach, ale cel zawsze jeden – weź co potrzeba i zmiataj. „Co potrzeba” zależy jednak od gracza i będzie to wymagać różnych podejść. Ja jestem skupiony na celu. Szukam 200 gwoździ? To lecę po gwoździe. Inni jednak będą zbierać wszystko, zapełniając sobie plecak po kilku budynkach, inni będą czychać na broń – twoją.

Unikając kul lepiej niż Neo…

Vigor, Xbox One, recenzja, review
Widoki w grze są naprawdę ładne, a każda mapa ma kilka różnych uwarunkowań pogodowych. Fiordy wyglądają zupełnie inaczej w słońcu i w burzy

Spotykając innego gracza możemy być pewni tylko jednego – ktoś zaraz zginie. Kocham gry, w których deweloper zakłada, że ludzie będą rozmawiać, negocjować i odpuszczać sobie. Kocham też, gdy w pierwszej grze pierwszy napotkany gracz zamiast zobaczyć co robię strzela mi strzelbą w twarz. Ok, zabawa się skończyła. Doszedłem dość szybko do wniosku, że branie broni na wyprawy nie ma najmniejszego sensu. Dlaczego? Bo zginiesz, a broń kosztuje. Jednego można być natomiast pewnym – tego ile amunicji do swoich czterech broni ma przeciwnik. Niby ile? Mało! Amunicja jest dość obszerna i zajmuje cenne miejsce w plecaku, więc nie ma po co jej zbyt wiele brać. Często zdarza się, że ludzie mają po magazynku lub, tak jak ja, liczą na to, że znajdą coś po drodze i zaczynają bez broni. Co prawda jest to obosieczny miecz, bo nawet jeśli znajdziemy broń, to amunicji możemy nie znaleźć wcale, ale też czasem warto zaryzykować nic, żeby zyskać cokolwiek. A, że warto dowiedziałem się już kilkukrotnie wynosząc skrzynkę z zapatrzeniem uzbrojony z zupełnie nic, unikając kul przeciwników, którzy swoimi Lugerami, SKSami i M3 starali się mnie trafić, ale żaden nie miał amunicji, żeby mnie wykończyć. Stało trzech takich, nie wiedzieli co mają zrobić, a ja kilka metrów dalej czekałem aż licznik ewakuacji wybije mi 0.

Za co „pay” we „free to play”?

Vigor, Xbox One, recenzja, review
W grze znajdują się skrzynki ze sprzętem, ale nie możemy ich kupić za kasę. Możemy jednak kupić nowe ubrania, malowania broni i bonusy przed grą

Sprawa bycia fair to zawsze ciekawa kwestia w darmowych grach. Z momencie w którym cały czas czkawką odbija się wszystkich cała lootboksowa afera łatwo znaleźć gry, które są pozbawiona jakiegokolwiek elementu wpływającego na rozgrywkę, który można kupić. Tutaj tak nie jest. Od Bohemii kupujemy monety, średnio 7,50/zł, za które możemy kupować przeróżne elementy wizualne, takie jak czapki, plecaki, kaski, kamizelki, czy malowania broni, ale to nie wszystko! Przed każdą grą mamy możliwość kupienia sobie ubezpieczenie (nie stracimy ekwipunku w czasie śmierci) za ekwiwalent 8 złotych. Możemy też wspomóc nasze szczęście jeśli chodzi o zawartość zrzutu z zaopatrzeniem, czy też pomnożyć ilość znajdowanych przedmiotów. Ale spokojnie, schowajcie widły, przez „nasze” mam na myśli wszystkich graczy. O tak – bonusy są globalne, a więc jeśli traficie na grę z rekinami, to i wy się obłowicie, jeśli będziecie trzymać się z daleka. A ubezpieczenie? Mam obecnie około 600 monet i dokładam je ma okoliczność, gdy będę miał broń, z którą da się zaszaleć, kupię ubezpieczenie i rozładuję złość na przebiegających drogę łosiach z Makarovami.

A więc Vigor…

Vigor, Xbox One, recenzja, review
Vigor jest wypakowany pomniejszymi błędami, takimi jak brak tekstur, czy nieznikające elementy interfejsu. Kilka błędów pomaga jednak zdobyć osiągnięcia

Czym on jest? W pewnym sensie całkiem przyjemną gierką, która przypomina sporą liczbę innych tytułów razem wziętych. Bierze on z wielu innych gier, tworząc całkiem ciekawe doświadczenie, bo jest nieco jak stałe Dark Zone w The Division, gdzie można się mordować, albo dać sobie spokój i zrobić swoje. Brakuje mi jednak w grze, i to brakuje bardzo, czatu na bliskich odległościach. Sądzę, że zmieniłoby to diametralnie grę. Po co facet ma mnie mordować, ogłaszać swoją pozycję i to, że ma kilka nabojów w magazynku mniej, jeśli wystarczyłoby, żebym powiedział, że ja chcę tylko gwoździe, a on może brać całą resztę. Ja go nie planowałem zabić, ale musiałem. Kilkukrotnie zdarzyło mi się być ściganym przez innego gracza, bo akurat mnie zauważył. Ale rozumiem to, bo miałby przez resztę gry przeczucie, że czekam na jego potknięcie. Ale filmiki z DayZ, gdzie ludzie się dogadują są takie dobre właśnie dlatego, że trudno znaleźć człowieka, który w takiej grze nie stosuje zasady „strzelaj, potem zadawaj pytania”.



Pakiet "Starter Pack" został dostarczony przez Evolve PR

Recenzent spędził w grze około 12 godzin, zdobywając 18 z 30 osiągnięć i wnioskując po pozostałych, że gra będzie wymagać długich godzin grindu i mordowania innych graczy w wyścigu do zrzutu zaopatrzenia!

7.8
Dźwięk:
7.5
Grafika:
8.5
Rozgrywka:
7.5
Błędy:
7.5

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.