10tons Gry Recenzja

Recenzja Tesla vs Lovecraft

Tesla vs Lovecraft

Oj, jak dawno nie grałem w przyjemnego shootera, w którym widzimy naszą postać z góry i mordujemy rzesze przeciwników. Chyba ostatnią taką grą był Alien Shooter. Tesla vs Lovecraft to gra od 10tons, która dało nam już kilka mniejszych tytułów, jak Spellspire, czy King Oddball, ale jak poszło im tym razem?

Tesla vs Lovecraft
Grę zaczynamy z rewolwerem, wolno strzelającym, ale potężnym

Fabuła gry jest dość dziwna. Nikola Tesla podczas jednej z prezentacji swoich osiągnięć technologicznych popada w konflikt z Howardem Phillipsem Lovecrafterm. Potwory Lovecrafta napadają na świat, a jedyną nadzieję na uwolnienie się od plagi jest Tesla i jego wynalazki. Co się stanie gdy połączymy przereklamowanego wynalazcę i przereklamowanego pisarza? Powstanie jedna z przyjemniejszych gier, w które miałem okazję ostatnimi czasy grać. Ale tym razem gra nie jest na komórkach i muszę przyznać, że po tym jak 10tons zapowiedziało, że mają w planach wydanie jej na iOS i Androida, to zaczynam zastanawiać się jak bardzo potrzebują kasy. Bo gra jest fajna, ale umrze na komórkach właśnie z tego powodu, dla którego tak bardzo ją polubiłem. To szybki, miejscami precyzyjny dual-stick top-down shooter. To nie jest gra niczym Halo: Spartal Assault, w którego się dobrze gra na komórce. Tutaj przeciwnicy wlewają się na ekran ze wszystkich stron.

Tesla vs Lovecraft
Modyfikacja wielolufowa pozwala na kilka pocisków opuszczających lufę jednocześnie

Poza tym gra jest przepakowana elementami losowymi. Początkowo mamy dostęp do jednego perka, jednej broni i jednej umiejętności. Z czasem zdobywamy jednak ich więcej, co sprawia, że po pewnym czasie musimy czekać na odpowiedni zestaw. O ile rewolwer radzi sobie nieźle na pierwszych poziomach, to niestety będziemy już potrzebować karabinu Gaussa, żeby pokonać hordy podczas potyczki z Lovecrafter. Kilka elitarnych perków też się przyda. Są one jednak przydzielane losowo jako zrzuty, skrzynki, które możemy podnieść z ziemi. Wraz z kolejnymi odblokowanymi elementami spada szansa na znalezienie każdego z nich. I rozumiem to, bo gdybyśmy mieli możliwość wyboru, to zawsze bralibyśmy wspomniany karabin i perk dający nieskończone umiejętności, czy wielolufowość. Doprowadza to do sytuacji, gdzie z jednym poziomem męczyłem się dobre pół godziny, żeby potem przejść go w 2 minuty, gdy dostałem cenny zestaw zrzutów. Tesla vs Lovecraft wymaga więc wielokrotnego powtarzania poziomów. Ale to nie jest zła rzecz.

Tesla vs Lovecraft
Mech pozwala dominować przeciwników nawet bez modyfikacji

A nie jest zła dlatego, że nagradza nas za każdą rozgrywkę. Po pokonaniu konkretnej liczby przeciwników dostajemy +10% do obrażeń zadawanych temu potworowi. Z czasem bonus rośnie i rośnie, ułatwiając nam nieco rozgrywkę podczas gdy walczymy z całą hordą przeciwników. Sama horda jednak nie zawsze rośnie. Gra składa się z trzech etapów, a każdy kończy się walką z bossem, natomiast ostatnim z nich jest wspomniany Lovecraft. Nie jest to koniec, przepraszam za spojlery fabularne, bo Lovecraft ostatkiem sił wciąga nas w otchłań. Pomysłowość Tesli nie zna jednak granic, w szczególności tych międzywymiarowych, i przenosi się do rzeczywistości zwanej Aetherem. Tutaj w gruncie rzeczy gra zaczyna się od nowa, a jest wzbogacona o kolejny element. Podczas rozgrywki pojawiają się kryształy Aetheru, który jest swoistą walutą premium, która pozwala nam kupować ulepszenia. Co prawda kryształów potrzebujemy sporo, a każdy pojawiający się w grze daje nam tylko jeden, ale lepsze to niż nic.

Tesla vs Lovecraft
Ale prawdziwa zabawa zaczyna się dopiero po zdobyciu kilku perków

Ale to jeszcze nie koniec, znowu. Po ukończeniu tej trójetapowej rozgrywki możemy grę zacząć jeszcze raz od nowa, albo odwiedzić dowolny rozegrany wcześniej poziom. I jest to o tyle przyjemne, że gra nie ma cały czas narastającego poziomu trudności. Każda zmiana wymiaru powoduje znaczne przesunięcie trudności. W tył w stosunku do ostatniego rozegranego poziomu, ale znacznie do przodu jeśli zestawimy z poziomem 3.1 poziom 1.1. A jak sobie nie radzimy, to zawsze pozostaje robot. Aha, no tak, bo Tesla w grze tworzy wielkiego mecha, który wypluwa pociski ze swoich dwóch wielkich karabinów maszynowych. W praktyce daje nam to chwilę na odetchnięcie i na przetrzebienie szeregów przeciwnika. A broń bywa zabójcza, szczególnie na poziomach pełnych mas słabych przeciwników. Gdy zdobędziemy perki, które pozwalają nam strzelać z kilku(nastu) luf, zwiększymy szybkostrzelność, obrażenia, a gdy przeciwnik nas trafi, to zadajemy jemu nieco obrażeń, to mech staje się chodzącym pogromcom wrogów, a tak naprawdę nie musimy często oddawać żadnego strzału, żeby ukończyć poziom. Ale to tylko jeśli mamy dużo szczęścia i idealny zestaw perków.

Tesla vs Lovecraft
Poziomy są całkiem proste, ale jednocześnie dość zróżnicowane

Tesla vs Lovecraft to dość ciekawy tytuł. Nasz bohater zamknięty na niewielkiej arenie musi odpierać ataki przeciwnika. Jest to dość prosta koncepcja, ale daje sporo radości i nie powala odejść od konsoli, czy komputera. Jeśli gra trafi na komórki, to chętnie zobaczę jak będzie się tam sprawować. Wydaje mi się, że gra wymaga zbyt wiele wyczucia, precyzji i generuje czasami zbyt wiele negatywnych emocji, żeby można było w nią bezpiecznie wy wygodnie grać na komórkach. Ale poczekamy, zobaczymy. Na chwilę obecna mogę jednak powiedzieć, że w 100% polecam Tesla vs Lovecraft, jeśli używamy kontrolera bądź myszki.

Gra została udostępniona przez 10tons

Recenzent spędził w grze około 6 godzin, zdobywając 17 osiągnięć i musi jeszcze raz uratować świat.

7.3
Dźwięk:
7
Grafika:
6
Rozgrywka:
9

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.