Gry Recenzja

Recenzja Table Top Racing: World Tour

Table Top Racing

Gdy po raz pierwszy usłyszałem o Table Top Racing: World Tour, to ktoś porównał grę do Micro Machines. Moja pierwsza myśl? To nie może być dobra gra. Ale po chwili doszedłem do wniosku, że z ta grą wiążą się najlepsze wspomnienia z lekcji informatyki z podstawówki.

Table Top Racing

Chodziłem do podstawówki, kiedy jeszcze nikt krzywo nie spoglądał na cały dysk twardy zapełniony piraconymi grami. Na lekcjach mieliśmy zazwyczaj krótkie zadanie, na przykład stworzenie kilku kółek w Paincie, a potem mogliśmy grać. Zarówno na Windowsie 3.1, jak i 95, mieliśmy spory wybór gier. Na pewno był tam Commander Keen w kilku wersjach, jakaś gra o maluchach, jakaś gra o motorach, i jakaś gra o samochodzikach – Micro Machines. Sprawiło to, że do Table Top Racing podszedłem z dozą sympatii dość rzadko spotykaną u mnie ostatnimi czasy. W menu spotkała mnie dobra muzyka, mój pierwszy garbusek i dość ciekawa gierka. Table Top Racing to miła odmiana po tych wszystkich Need for Speedach, Forzach i GRIDach. Gra stawia na szybkie wyścigi, kręte trasy, i proste power-upy, które potrafią zmienić bieg wyścigu na ostatniej prostej. To jest dość niesamowite, gdy wygrywasz z przeciwnikiem, który zaraz przed metą dostał rakietą i wolno toczy się w kierunku mety.

Table Top Racing

Gra oferuje całkiem sporo zabawy. Łącznie do ukończenia mamy sporo ponad 100 wyścigów podzielonych na puchary i wyzwania, co jest całkiem imponujące, zważywszy na to, że Need for Speed Underground, którego kocham, miał 100-kilka. Po 8 torach, na które składają się łącznie 32 trasy, będziemy mogli jeździć 16 samochodzikami. Są wśród nich bardzo łatwo rozpoznawalne klasyki, takie jak Porsche 911, BMW M3 E30, Mini Cooper, czy jakieś Ferrari. Aha, no i oczywiście nie mogło zabraknąć, znanego niemalże każdemu człowiekowi z dostępem do Internetu lub telewizji, Fleetwood Boundera. Samochody są podzielona na klasy, co daje nam swoiste uczucie postępu, a także z czasem odblokowuje dostęp do turniejów wyższej kategorii. No i jakby tego jeszcze było mało, to możemy wziąć udział w poprzednich turniejach siedząc w samochodach, którym nie sprosta przeciwnik. Dziwne posunięcie ze strony twórców, ale kim ja jestem, żeby kwestionować ich nieco szalone pomysły? Jak chcesz zepsuć dzień sztucznej inteligencji, to proszę bardzo.

Table Top Racing

Graficznie gra wygląda bardzo ładnie. Grafika nie jest super realistyczna, ale taka chyba nie powinna nawet być. Samochodziki są bardzo ładnie zrobione i każdemu możemy wybrać, po zakupie, wzór, który najbardziej się nam podoba. To, w połączeniu z wizualną różnorodnością tras sprawia, że gra nie nuży tak szybko jak niektóre inne wyścigi. Wyścigi po stole warsztatowym, blacie w barze sushi, czy po stole na pokładzie jachtu na francuskiej riwierze, są imponujące i widoki, szczególnie na jachcie, gdzie widzimy całe wybrzeże, są miłe dla oka. Muzyka też trzyma poziom. Utwory w grze zostały stworzone przez Wesa Smitha i łącznie dodają się do 58 minut muzyki. Jest to dość ciekawe EDM, nie odstające znacznie jakością i przyjemnością od czołowych przedstawicieli gatunku. Dodatkowo uświadczymy całkiem dobrych efektów dźwiękowych w grze, jednak dźwięk silników nie jest tak dobrze odwzorowany jak w grach o pełnoprawnych samochodach.

Table Top Racing

Wersja, jaką dostali gracze na Xboksie One jest może nieco spóźniona, ale potraktowano ją jako kompletne wydanie gry. Table Top Racing na konsoli Microsoftu zawiera wszystkie DLC, które zostały wcześniej wydane, a także gra została wzbogacona o możliwość czatu podczas rozgrywki online. Gra nie jest tania, ale na pewno nie kosztuje za dużo. Jest to jedna z niewielu gier, które ostatnio się ukazały, które miałem okazję recenzować, i które mogę polecić.



Gra została udostępniona przez Playrise Digital

Recenzent spędził w grze 5 godzin, zdobywając 11 osiągnięć i jakimś cudem nie zabijając nikogo ciągłym ostrzałem rakietowym.

7.5
Dźwięk:
7.5
Grafika:
7
Rozgrywka:
8

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.