Gry Recenzja

Recenzja SOMA

SOMA

Gdy pewnego dnia dowiadujemy się, że jesteśmy śmiertelnie chorzy, to każda, nawet najmniejsza  nadzieje daje powód do walki. Simon Jarrett znalazł się w dokładnie takiej sytuacji, bohater SOMA, który uległ tragicznemu wypadkowi, a jego życie nie było już liczone w latach, a miesiącach. Znalazł pomoc, ale nie takiej się spodziewał.

SOMA
Stacja Ipsylon, elektrownia geotermalna i zarazem miejsce naszego przebudzenia

Okazuje się, że budzimy się w jakiejś nieznanej lokacji, wokoło ciemno, wszystko jest popsute, a na ścianach skrapla się woda. Nie musimy długo czekać na odpowiedź gdzie jeśmy. Znajdujemy się na terenie kompleksu PATHOS-II, w podwodnym kompleksie badawczym prowadzącym prace na całkiem interesującymi sprawami. Kolejne minuty sprawiają, że dowiadujemy się kolejnych rzeczy. Byliśmy pierwszą próbą digitalizacji ludzkiego umysłu. David Munshi opracował metodę skanowania mózgu i przy okazji leczenia na podstawie skanu. Budzimy się po około stu latach, pod wodą, i dane nam będzie odkryć co dokładnie się stało, jakim cudem nadal żyjemy, a przy okazji kilkukrotnie będzie dane graczowi sprawdzić gdzie leży jego moralność. Moja sprawiła pokazała, że jestem łaskawy, chociaż ktoś mógłby powiedzieć, byłem mordercą. Ale taka jest ta gra. Stawia przed graczem ciekawe pytania, pod warunkiem, że chcemy się zastanowić o co tak naprawdę chodzi w życiu i czym ono w ogóle jest.

SOMA
Multinarzędzie to urządzenie, które ma zbyt mało funkcji. W zasadzie to bardzo duży klucz

Jakiś czas temu rozmawiałem z kuzynem o filmie Transcendencja. Rozmawialiśmy o tym, co czyni człowieka. Ile da się wymienić, żeby ktoś nadal był sobą. Film opowiada o naukowcu, który w ostatnich dniach swojego życia skanuje swój mózg i tworzy sztuczną inteligencję opartą o ten skan. Powstaje dokładna kopia umysłu naukowca, ale tym razem z niemalże nieograniczoną mocą, bo nie ogranicza go nic ludzkiego, tylko ilość procesorów. Tutaj mamy bardzo podobną sytuację. Jarrett ma świadomość, ale nie jest to typowo organiczna świadomość. Bardzo fajnie zostało to opisane przez jedną z kobiet, którą spotykamy w grze. Mówiła o tym, że ludzie albo akceptują swój los, albo szaleją, bo trudno czasami przyjąć prawdę taką jaką jest. Później mamy dostęp do wpisów z dziennika skanów i możemy czytać raporty o samobójstwach jednych, a spotkać innych, którzy w swoich robotycznych ciałach nadal widzą siebie, w swojej ludzkiej postaci.

SOMA
Manifestacje WAU to irytujące stworzonka, które można bezproblemowo usunąć z gry

Nie będę pisał dużo o innych aspektach SOMA niż ten fabularny. Grafika jest, dźwięk też. Grafika wygląda całkiem znośnie, nic nie przeszkadza w doświadczaniu dna oceanu. Dźwięk natomiast został wykonany mistrzowsko. Rozmowy są wyraźne, emocje są oddane bardzo dobrze. Mamy Carla Semkena, który staje się coraz bardziej zirytowany, gdy chcemy go przekonać do tego, co widzimy. Mamy Catherine Chun, która jest zawsze bardzo monotoniczna, i tylko raz daje upust emocjom, pod sam koniec gry. Mamy też liczne nagrania, które można zbierać, chociaż same nagrania są rozwiązane tragicznie. Są to bufory danych urządzenia zwanego czarną skrzynką, wszczepianemu każdemu naukowcowi, które jesteśmy w stanie skanować. Problem polega na tym, że musimy cały czas stać w miejscu, bo jeśli odejdziemy za daleko, to odcina nagranie. Znacznie bardziej preferowałbym rozwiązanie jak z nagraniami z BioShocka. Skanujemy raz, a potem możemy dowolnie je odtwarzać.

SOMA
Będziemy mogli spacerować po dnie oceanu i to baz żadnych wskazówek

Wracając jeszcze na chwilę do rozgrywki i fabuły, są rzeczy, które mi się nie podobają. Bardzo nie podobają mi się w grze elementy paranormalne. Jakieś postacie, które znikają równie szybko co się pojawiają. Wolałbym doświadczać ludzkiego dramatu związanego z byciem ostatnimi ludźmi na świecie, powolnego staczania się w odchłań szaleństwa, a tutaj mamy pierwsze, nic z drugiego, a potem jeszcze sporo z potworów, które na nas polują i niby są manifestacją sztucznej inteligencji zwanej WAU. Znacznie bardziej podobała mi się gra Narcosis, która miała kilka segmentów, które nie uznałbym za normalne, ale wywiad lecący w tle idealnie pokazuje dramat człowieka na dnie oceanu, który znalazł się w sytuacji, gdzie jego przetrwanie zależy tlko od tego, jak bardzo chce. No i zakończenie było idealne. Chociaż zakończenie SOMA też jest genialne. Ten dramatyczny dialog… Simon i Catherine są na Arce, nie możesz cieszyć się ich szczęściem? ALE ONI TO NIE MY!

SOMA
Czasami spotkamy ludzi, którzy są podłączeni do systemu podtrzymywania życia

Ostatni dialog, scena zaraz przed napisami końcowymi… To jest elemen, który sprawia, że zaczynam myśleć nad jakimś aspektem życia, który się wkrótce zacznie pojawiać. To tylko kwestia czasu aż coś, co jest przedstawione w SOMIE będzie normą, codziennością, z którą nie każdy się pogodzi. I własnie dlatego SOMA jest warta polecenia. Niewiele się to różni od typowego symulatora chodzenia, ma jakieś proste mechaniki, ale rozgrywka bazuje silnie na fabule, i fakt, że jest się w stanie obronić tylko i wyłącznie tym, to już coś mówi o jakości tej gry. Nie ma w niej złego aspektu, a te, które są dobre powinny przeknać nawet kogoś, kto nienawidzi takich gier. Naprawdę warto się nią zainteresować.



Gra została udostępniona przez Frictional Games

Recenzent spędził w grze około 10 godzin, zdobywając wszystkie 10 osiągnięć i zabijając sporą liczbę ludzi po drodze. Przez przypadek, obiecuję!

8.3
Dźwięk:
8.5
Grafika:
7.5
Rozgrywka:
9

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.