Gry Recenzja

Recenzja Jump, Step, Step

Jump, Step, Step

Jump, Step, Step to druga wietnamska gra, w którą dorwałem w swoje ręce. Po moim zdaniem genialnym 7554, wyprodukowanym przez Emobi Games, dorwałem w swoje ręce Jump, Step, Step, i jakie było moje rozczarowanie gdy zainstalowałem tę grę na moim Xboksie i okazała się niczym więcej niż grą zbyt prostą, żeby się dobrze bawić.

Jump, Step, Step
Sprawca całego nieszczęścia, rozbity statek kosmiczny

Jump, Step, Step jest bowiem grą, w której kontrolujemy robota za pomocą prostych komend. Musimy go doprowadzić do celu – statku kosmicznego – a potem pomóc mu w naprawie. Wszystko musimy jednak zakolejkować, a następnie nacisnąć przycisk wykonania sekwencji. Są one łatwe, ale z czasem poziom trudności znacznie rośnie. Zaczynamy od prostego naprzód, naprzód, naprzód, a kończymy na wielopoziomowych sekwencjach if/else lub and/or. Z czasem dostajemy też dostęp do możliwości grania w czasie rzeczywistym co zmienia grę w platformówkę w rzucie izometrycznym, co znacznie ułatwia grę, ponieważ nie musimy już myśleć o kolejce czynności, tylko naciskamy przyciski na kontrolerze w momencie pojawienia się wyzwania. Gra na szczęście nie karze nas za błędy, chociaż nagradza nas osiągnięciem jeśli ukończymy ją bezbłędnie. Ten niesamowicie prosty sposób rozgrywki chyba jednak pasuje bardziej na lekcję informatyki w podstawówce niż na konsole. Nie mogę się oprzeć chęci zrobienia pewnego porównania…

Jump, step, step
Walka z bossem wymaga dość dziwnej sekwencji ruchów, ale jest bardzo prosta

Artifex Mundi znam od momentu wydania przez nich bardzo prostej gry, na którą byłem za młody i za głupi w tamtych czasach. Nie mam na myśli żadnej z ich przygodówek, a Scriptarians: The Tournament z 2007 roku. Była to gra, gdzie programowano bohaterów i obserwowało się ich poczynania. Po wielu latach, studiując na Politechnice Wrocławskiej, poznałem prościutki program o nazwie Scratch. Jump, Step, Step wydaje mi się być połączeniem obu, daje możliwość zobaczenia na czym polegają algorytmy, oraz jakie są skutki naszego myślenia, a z drugiej strony wszystko zaserwowane jest w postaci gry o prostej rozgrywce i niezbyt wymagającej grafice. Walor edukacyjny – wielki plus. Cała reszta – w gruncie rzeczy nic tam nie ma.

Jump, Step, Step
Końcowa liczba dostępnych akcji jest spora, ale i tak mamy tylko jedno dobre rozwiązanie

Jump, Step, Step to tytuł, który nie porywa w żadnym aspekcie. Audio niemalże nie istnieje, żadne z dialogów nie są dubbingowane. Fabuła jest także nieistniejąca, wszystkie czynności prowadzą do znalezienia się w dokładnie tym samym miejscu – na starcie – gra jest zupełnie zapętlona. Graficznie, jak już wspomniałem, jest prosto i niezbyt urokliwie, gra nie jest stylizowana, po prostu jest zrobiona po najmniejszej, niebitowej lini oporu. Sterowaniu nie można nic zarzucić, bo w gruncie rzeczy przez cały czas eksplorujemy menu. Największy plus? Może taki, że gra nie jest dostępna w Polsce*. Reszta świata musi za nią zapłacić $8, lub regionalny odpowiednik tej kwoty. $8 to śmiesznie wysoka cena za tę grę. Niestety, miałem nadzieję an coś więcej, ale nie dostaliśmy nic, co miałoby jakąkolwiek głębię, żadnych algorytmicznie tworzonych poziomów, żadnych opcji. Mamy do czynienia ze ścieżką i interfejsem służącym do dojścia na jej koniec. Potem oczywiście wracamy na sam początek, ale to już jest mniej ważne.

* Gra nie jest dostępna w Polsce na konsolę Xbox One. Nadal istnieje możliwość jej zakupu poprzez platformę Steam. Nie róbcie tego!



Gra została udostępniona przez Phung Games

Recenzent spędził w grze około 2 godzin, zdobywając wszystkie 10 osiągnięć, i ostatecznie potrafiąc pierwsze 20 poziomów rozwiązać na pamięć!

4.7
Dźwięk:
2
Grafika:
6
Rozgrywka:
6

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.