Gry Recenzja

Recenzja Jotun: Valhalla Edition

Jotun: Valhalla Edition to dla mnie dość ciekawa gra. 2D, malowana, bardzo bajkowa i mało poważna na pierwszy rzut oka. Ciekawa, nie oznacza niestety gry, którą lubię, bo staram się stronić od podobnych arcydzieł na konsole obecnej generacji. Ale skoro mam już grę, to dlaczego by jej nie zrecenzować?

Jotun: Valhalla Edition to gra niezależna, która od pozostałych odróżnia się stylem. Grafiki w grze są ręcznie malowane i są naprawdę przyjemne dla oka. Co prawda nie dorównują niesamowitym efektom zastosowania czerni z gier takich jak Deadlight, czy Limbo, oraz ferii kolorów jak w Ori and the Blind Forest, ale mimo to gra potrafi pozytywnie zaskoczyć widokami, szczególnie podczas ekspozycji na samym wstępie gry. Wizualnie gra czerpie też garściami z nordyckiej mitologii, na której jest silnie bazowana, jakby komuś umknął tytuł.

Jotun: Valhalla Edition

Historia w Jotun zaczyna się śmiercią na morzu. Wojowniczka imieniem Thora ginie na morzu, a nie w walce, co powoduje zatrzymanie jej przed drzwiami Valhalli. Musi ona wykazać się przed bogami swoją odwagą i siłą, żeby ostatecznie zostać wpuszczoną do środka. Gra składa się z pięciu walk z bossami w postaci Jotunów. Fakt, że bohaterem gry jest kobieta aż sprawił, że zacząłem googlować, czy aby na pewno kobiety bywały wojownikami w kulturze skandynawskiej. Okazuje się, że jest to kwestia dość kontrowersyjna, ale to nie jest zbyt istotne dla samej gry. Wspomniałem, że gra to walka z bossami, w zasadzie jest co cała gra. Każdy boss posiada poziom, albo dwa, które do niego prowadzą i są one zupełnie puste w większości. Jeśli przyzwyczailiśmy się do korytarzy zawalonych przeciwnikami jak chociażby w Diablo III, to tutaj się nieco rozczarujemy.

Jotun: Valhalla Edition

Poziomy są rzecz jasna wykonane pięknie, jednak czegoś im brakuje. Do walki z pierwszym bossem musiałem zabić jednego przeciwnika, co pokazuje jak dużo przestrzeni do swobodnego eksplorowania nam zostawiono. Co prawda raz na jakiś czas spotkamy mniej lub bardziej żywe przeszkody, które trzeba z drogi usunąć, ale to wszystko. Reszta poziomu składa się albo z trawki, albo ze śniegu, albo z lawy, a naszym jedynym zadaniem jest wykombinowanie jak dostać się na drugą stronę. W grze są oczywiście zagadki, ale nie są one poziomu tych z Fez, gdzie było trzeba odwiedzić jeden koniec świata, żeby zrozumieć zagadkę na drugim. Tutaj są one niczym proste puzzle. W gruncie rzeczy przyjemne, ale z czasem stają się monotonne, bo ile razy można uderzać róże rzeczy przerośniętą siekierą?

Jotun: Valhalla Edition

Dźwiękowo gra prezentuje się naprawdę przyjemnie. Dźwięki są co prawda nieliczne, ale są dość dobrze zrealizowane, a sama gra nie posiada wersji językowej innej niż islandzka, wyłączając oczywiście napisy. Narracja, mimo, że w dość niezrozumiałym języku naprawdę dodaje klimatowi gry. Islandzki to rzekomo język najbardziej zbliżony do starego nordyckiego, co jest niesamowicie trafnym wyborem ze strony kanadyjskich twórców gry.

Jotun: Valhalla Edition

Jotun: Valhalla Edition to gra ładna i zdecydowanie zasługująca na nieco uwagi. Jest jednak zbyt podobna zarówno w rozgrywce jak i wyglądzie do dużo lepszych gier, takich jak na przykład Bastion, które mogę z czystym sumieniem polecić. Jotun nie mogę, gra nie wywarła na mnie zbyt pozytywnego wrażenia jeśli chodzi o samą rozgrywkę. Puste poziomy doprowadzają do szybkiego znudzenia. Tak szybkiego, że do recenzji musiałem zabierać się kilka razy i pierwsze kilka poziomów znam już na pamięć.



Gra została dostarczona przez wydawcę na platformę Xbox One

Recenzent spędził w grze 8 godzin ratując swój honor i zdobywając 14 osiagnięć

7.3
Dźwięk:
7
Grafika:
8.5
Rozgrywka:
6.5

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.