Gry Recenzja

Recenzja I Hate Running Backwards

I Hate Running Backwards

I Hate Running Backwards to gra wyjątkowa pod wieloma względami. Jest shooterem, gdzie akcja przesuwa się w górę. Jest shooterem w którym swoje palce maczały legendy z Croteam. W końcu jest też shooterem stworzonym przez niewielkie chorwackie studio, które tak naprawdę nic wcześniej nie stworzyło.

I Hate Running Backwards
Gra zaczyna się dokładnie tak samo jak Serious Sam – w Egipcie

I Hate Running Backwards to dość prosta gra w założeniu. Do czynienia mamy ze shooterem zręcznościowym, w którym akcja dzieje się pionowo, przesuwając się powoli z góry ku dołowi. Gra jest o tyle wyjątkowa, że biegniemy tyłem, tak jak mówi tytuł. Prawdę powiedziawszy niewiele to zmienia, ale warto docenić twórców za pomysłowość. Dodatkowo gra jest wydana w programie Croteam o nazwie Incubator, więc ma pełne wsparcie licencyjne zespołu Serious Sama. Nie dziwi więc, że Serious Sam jest motywem przewodnim początku gry. Sam jest jedną z pierwszych dostępnych postaci, a także potwory z gry są pierwszymi przeciwnikami. Kleer, bezgłowi samobójcy, czy tratujące byki przysporzą nam sporo bólu głowy w pierwszych minutach rozgrywki, kiedy dopiero będziemy ogarniać co i jak. Gra jednak zachowuje ciągły wzrost poziomu trudności z każdym metrem, żeby ostatecznie osiągnąć szczyt podczas walki z bossem. W tym momencie pojawia się jeden z najmniej przyjemnych aspektów tej gry – losowość.

I Hate Running Backwards
Pierwsza walka z bossem sygnalizuje koniec pierwszego poziomu i pozwala na zmianę klimatu

Gra jest całkowicie losowa, poza niektórymi standardowymi elementami. Niezmienne są starcia z bossami i lokalizacja skrótów. Te pierwsze są z początku trudne, ponieważ zupełnie nie wiadomo jak do nich podejść. Zdziwiło mnie, że jedyną dobra taktyką pokonania pierwszego z bossów jest stanie zaraz przed nim i unikanie ognia jego broni stojąc pomiędzy dwoma strumieniami ognia karabinów maszynowych. Tutaj też widać kolejne powiązanie z Serious Samem, bo pierwszym bossem jest rzecz jasna King Scorpion. Drugim elementem są skróty. Po każdym starciu z bossem zmienia się poziom. Pierwszy to pustynia, drugi coś na wzór dżungli, trzeci cmentarz. Po dotarciu do kolejnego poziomu pojawiają się skróty, czyli zaczynając nową grę możemy skoczyć do dowolnego odwiedzonego już poziomu. Jest to idealne rozwiązanie, bo nawet jeśli nam nie poszło, to możemy ponowić próbę od miejsca gdzie polegliśmy. Sprawia to, że nie dopada nas uczucie znużenia ciągłym powtarzaniem tych samych poziomów, co często dzieje się w grach opartych na algorytmicznie generowanych poziomach.

I Hate Running Backwards
I Hate Running Backwards wygląda nieco jak zbudowane z klocków Lego, co jest całkiem miłe dla oka

Sprawia to, że gra jest niesamowicie przyjemna. Gra nie jest rozpikselowana, choć bazuje na voxelach. I Hate Running Backwards jest też grą, która pomimo swojej prostoty dostarcza sporej dozy zabawy. Bo nie oszukujmy się, poziom ostatni od pierwszego liczy się tylko intensywnością, a mimo to gra potrafi nas trzymać godzinami. Złapałem się znowu na „jeszcze jednej próbie” raz po razie, a to się zdarza coraz rzadziej. Grę dodatkowo umila możliwość wyboru postaci, spośród których każda ma swoją wyjątkową umiejętność i atak, chociaż rzecz jasna są postaci mniej i bardziej praktyczne, ale hej! Jeśli chcesz zagrać mieczem i utrudnić sobie zabawę, to możesz. Rzecz jasna  jak na grę indie przystało, to mamy tutaj wiele innych postaci niż Serious Sam. Uświadczymy postaci takich jak Lo Wang, zabójca z Hotline Miami, czy podróba Chucka Norrisa. Rozgrywkę raz na jakiś czas przerywają też sekwencje zupełnie oderwane od rozgrywki, taki jak prowadzenie samochodu, czy łódki, połączone oczywiście ze strzelaniem z działka skierowanego do tyłu. Jest to miła przerwa w rozgrywce, która jednak może nieco wytrącić z rytmu.

I Hate Running Backwards
Podczas naszego biegu tyłem możemy podnosić życie, bonusy, dodatkowe super-bronie. Możemy też zagrać z partnerem!

I Hate Running Backwards jest zdecydowanie grą wartą uwagi, jednak nadal posiadającą kilka wad i niedociągnięć. Mimo wszystko nie powinno to nas zniechęcić do spojrzenia na ten tytuł. Co prawda gra jest powtarzalna, a jej błogosławieństwem i klątwą jest losowość, jednak gra jest zdecydowanie przyjemna i pozwala na kilka godzin dobrej zabawy. Dodatkowo cena gry nie przeraża, bo niezależnie od platformy kosztuje około niecałe 60 złotych. Zdecydowanie warto rozglądać się za grą podczas wyprzedaży na Xbox Live, PlayStation Network, czy Steamie. Wydaje mi się jednak, że to ta ostatnia wersja będzie rozwijana, jeśli którakolwiek będzie w ogóle. Binx to nowe studio, które nie ma zbyt wiele doświadczenie, więc kiepskie wyniki sprzedaży mogą wróżyć porzucenie tytułu.



Gra została udostępniona przez Devolver Digital

Recenzent spędził w grze ponad 5 godzin, nie kończąc jej, ale jednocześnie będąc blisko końca kilka razy

6
Dźwięk:
5
Grafika:
6
Rozgrywka:
7

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.