Gry Recenzja

Recenzja Flying Tigers: Shadow Over China

Flying Tigers: Shadow Over China

Nie jestem wielkim fanem latania samolotami. W Battlefieldzie nieźle szło mi z helikopterami, ale samoloty nie były dla mnie. Jedyną drugą grą, w której się lata, a w którą grałem, to było rodzime Dogfight 1942. Flying Tigers: Shadow Over China to trzecia gra, najlepsza moim zdaniem. Dlaczego?

Flying Tigers: Shadow Over China
W grze wykorzystujemy zarówno stare dwupłatowce…

Cóż, jest to idealna gra, jeśli chodzi o stopień trudności i różnorodność, przy czym nie zmusza ciebie do grania w żaden konkretny sposób, żeby móc zdobyć wszystkie osiągnięcia, i doświadczając wszystkiego, co gra ma do zaoferowania. Flying Tigers wita nas kampanią składającą się z 12 misji, w której poznamy losy i niektóre akcje, w których uczestniczyły Latające Tygrysy. Nie są one długie, zazwyczaj trwają po kilkanaście minut, ale są dość różnorodne. Nie jest tak, jak w większości gier, że dostajemy maszynę i zadanie do wykonania, a zamiast tego w większości misji dostajemy serię krótkich zadań, wykonywanych w kilku maszynach. Przykładowo nocny atak na konwój morski zaczyna się od lotu myśliwcami w celu zniszczenia szperaczy na statkach, a potem nadlatuje eskadra bombowców i wykańcza osłabione transportowce. W innej misji zaczynamy bombowcem, żeby walczyć myśliwcem, żeby potem bronić bombowca obsadzając jego górne działo, a potem znowu wracamy do myśliwca.

Flying Tigers: Shadow Over China
… jak i szczyt drugowojennej technologii preodrzutowej

Takie skakanie z maszyny do maszyny sprawia, że wiele ich zobaczymy. W grze jest 35 modeli maszyn, chociaż nie wszystkimi przyjdzie nam latać. Misje kampanii, wyzwania i rozgrywka online pozwala nam bowiem na wykorzystanie tylko części maszyn, które są raczej bojowe i adekwatne do epoko, chociaż mamy też dostęp do samolotów transportowych, lekkich samolotów zwiadowczych, czy wczesnych odrzutowców, jednak ich dostępność silnie zależy od wybranego przez nas trybu. Każdą maszyną możemy jednak wybrać się na lot próbny, tak dla zabawy. Z tych bardziej klasycznych nie zabrakło między innymi Mitsubishi A6M2 Reisen „Zero”, Nakajima Ki-43 Hayabusa „Oscar”, Kawasaki Ki-48 „Lily”, czy Messerschmitt Bf 109E po stronie japońskiej, oraz Westland Lysander Mk II, Polikarpov I-16 Type 10, Vickers Vildebeest Mk III, Lockheed P-38 Lightning, Supermarine Spitfire Mk Vc, czy Curtiss P40E Warhawk. Laik zobaczy zapewne tę listę i mocno się zastanowi nad niektórymi nazwami.

Flying Tigers: Shadow Over China
Japońskich samolotów możemy używać jedynie poza kampanią

Z uwagi na to, że AVG, czyli jednostka amerykańskich ochotników była podległa rządowi Chin, ale składała się z amerykańskich lotników, to sporo samolotów będzie albo amerykańskiego pochodzenia, albo po prostu użyto tego, co było dostępne pod ręką. Dodatkowo nawiązano silną współpracę z RAFem, więc mamy do czynienia ze sporą ilością maszyn brytyjskiego pochodzenia. Główne bombardowania i torpedowania będą przeprowadzane przez maszyny, które powstały w latach trzydziestych w brytyjskich fabrykach. Połowę czasu podczas tych lotów spędzimy natomiast na miejscu strzelca, gdzie będziemy odpierać ataki japońskich myśliwców siedzących nam na ogonie. W całej tej zabawie brakuje mi tylko jednej rzeczy. Twórcy gry nie pomyśleli o celowniku bombowym, a raczej widoku na miejsce, gdzie spadnie bomba. Jest on dostępny tylko w bombowcu, a w samolotach myśliwsko-bombowych mamy tylko znacznik pokazujący miejsce kontaktu bomby z ziemią. Czasami to nie wystarcza i często wykonywałem dość ryzykowne manewry nisko nad ziemią, żeby móc zobaczyć znacznik, który jest zazwyczaj przysłaniany przez nasz samolot.

Flying Tigers: Shadow Over China
Bombowce nie posiadają żadnej podstawowej broni poza bombami, więc…

Flying Tigers to nie jest jednak gra idealna. Wielu ludzi pisze, że ona nie wygląda, bo to prawda, nie wygląda najlepiej. Z HINDem było podobnie, gra nie była piękna, ale modele maszyn były starannie wykonane. Do reszty przywiązano mniejszą wagę, bo przykładowo modele ciężarówek, ludzi, czy wagonów pociągu są dość ubogie i fizyka na nich nie działa. Rażące było to, gdy podczas jednego z przerywników filmowych samochody na owym wagonie sztywno trzymały się wagonu pomimo obijania się o skały i spadku w przepaść. W zasadzie cały pociąg się tak zachowywał, jakby rzuciło się plastikową zabawkę o ścianę. No, i samolotom brakuje kółek na ogonie, które sprawiłyby, że da się w ogóle nimi wylądować bez powodowania poważnych uszkodzeń poszycia samolotu, ale w gruncie rzeczy nie jest to aż tak problematyczne, żeby nie dało się grać.

Flying Tigers: Shadow Over China
… naszej maszyny będziemy musieli bronić z siedzenia strzelca

Flying Tigers: Shadow Over China to niesamowicie przyjemna gra. Sam nie spodziewałem się, że tak mnie zauroczy, a jednak. Ważne jednak, żeby pamietać, że to nie jest symulator. Co prawda gra posiada zarówno tryb zręcznościowy, jak i realistyczny, ale różni się on różnicą elementów samolotu, którymi możemy sterować, jednak nie sprawia, że gra staje się niczym Microsoft Flight Simulator, a polega na mniej więcej tym samym co różnica między automatyczną i ręczną skrzynią biegów. Kampania, wyzwania, treyb multiplayer, to wszystko sprawia, że dostajemy ładną kompletną całość, którą możemy się cieszyć zaskakująco długo, szczególnie, jeśli lubimy walkę powietrzną w zręcznościowym stylu. Dodatkowo gracze na Xboksie dostali za darmo DLC, które wprowadza nową mapę i samoloty, które są powolne i stanowią idealne cele do ćwiczeń z ostrą amunicją.



Gra została udostępniona przez ACE MADDOX

Recenzent spędził w grze około 11 godzin, odblokowując wszystkie 28 osiągnieć i latając maszynami, którymi wcześniej nie znał

7.7
Dźwięk:
7
Grafika:
7
Rozgrywka:
9

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.