Gry Recenzja

Recenzja Die for Valhalla

Die for Valhalla

Die for Valhalla to gra za którą długo się zabierałem. W końcu maila dostałem miesiące temu. Ale niestety zarówno brak wolnego czasu jak i terminów sprawił, że ominęła mnie wielka przyjemność, którą było zagranie w grę ładnie wyglądającą oraz pozwalającą na chwilę relaksu z kontrolerem w rękach. 

Die for Valhalla review recenzja
Na mapie możemy wybrać poziom, zmienić klan, albo zwiększyć poziom walkirii

Die for Valhalla to gra z typu tych, z którymi nie mam często do czynienia, bo łączy ona w sobie dwa aspekty, które coraz rzadziej są spotykane razem.Chodzi o gry 2D oparte na spritach i coś z pogranicza beat ‘em up i przygodówki. Poznańskie studio dało nam tytuł, który na pierwszy rzut oka wydaje się bardzo dopracowany* i niewiele zmienia się w tym względzie z czasem. Podczas rozgrywki nie doświadczyłem żadnych błędów, a to coraz rzadziej zdarza się w grach, które wykazują jakąkolwiek wartość produkcyjną. Fabuła jednak nieco cierpi, może z tego powodu, że jest słabo objaśniona w krótkich przerywnikach fabularnych. Początkowo wiemy jedynie, że jakaś wyższa moc zastanawia się, czy ktoś zasługuje na Valhalle. Zastanawiam się wtedy czy to chodzi o naszą postać, czy martwych wikingów, którego nagrobki spotykamy. Niezależnie jednak od tego, ktoś ma plan, a naszym zadaniem jest nieco w nim je utrudnić.

Die for Valhalla review recenzja
Naszemu wikingowi może pomagać AI, jeśli uwolnimy pojmanych wojowników

Rozgrywka podzielona jest na dwa etapy – eksplorację i właściwą walkę. Podczas eksploracji możemy ulepszyć naszą walkirię, która jest naszym dobrym duszkiem, i wybrać poziom. Z czasem możemy także zmienić klan wikingów, który nawiedzamy, ale nic więcej tutaj do roboty nie ma. Walka jest całą przyjemnością w grze. Początkowo zaczynamy jako wspomniana walkiria, która może posiąść wikingów, przedmioty lub przeciwników. Są one cztery, każda reprezentująca inną porę roku i są one w gruncie rzeczy naszymi czterema życiami.Dodatkowo jest tryb rougelite, który daje nam tylko jedną szansę, a jeśli zawiedziemy to nasz postęp jest usuwany. Na szczęście tryb zapisów na Xboksie pozwala nam obejść nieco tą jedną szansę tak samo jak w Van Helsingu, czy Diablo. Hardcore to nie musi być hardcore z zapisami online. W każdym razie do naszej dyspozycji zostaje oddany jeden wiking naraz, którego musimy opętać, wskrzesić i samemu przekonać się na co go stać. Zginie? Nie ma problemu, po chwili będzie dostępny ponownie, albo możemy wskrzesić innego.

Die for Valhalla review recenzja
Bossy są różnorodne, chociaż z niektórymi musimy walczyć kilkukrotnie

Każdy wiking ma przypisaną jakąś klasę, a każdy klan ma przypisane maksymalnie trzy. Sprawia to, że w zależności od naszych upodobań lub wymogów sytuacji musimy żonglować nie tylko wikingami, ale i klanami.Pierwszy klan ma dostęp do podstawowych klas takich jak wojownik, berserk i łucznik. Z czasem mamy dostęp do takich jak volva, bard, jarl. Czasami są to ewidentne ulepszenia wcześniejszych klas, a czasami oferują one coś nowego w formie innego unikatowego ataku, czy zupełnie innego zestawy umiejętności. Nieważne jednak jakiego wikinga używamy, jego klasa to tylko połowa tego, co świadczy o jego przydatności. Istotniejsze są umiejętności nabyte przez walkirię podczas jej levelowania, ponieważ często zmieniają one zachowanie wikinga lub gry. Dają nam przykładowo zwiększone obrażenia im bliżej śmierci jesteśmy, pozwalają nam się leczyć atakując przeciwnika, czy zatruwają przeciwnika po śmierci wikinga. Wiking i walkiria dają nam ostateczną maszynę do zabijania i im dalej jesteśmy, tym przyjemniej się gra.

Die for Valhalla review recenzja
Przerywniki między poziomami często są gagami związanymi z designem gry i popkulturą

W pewnym momencie jednak zaczynamy zauważać problemy z interfejsem. Problem występuje szczególnie w przypadku Jarla, który nie dość że walczy wolno iw zwarciu, to przywołuje innych wikingów do walki. Często będziemy mieli od 10 do 20 postaci w jednym miejscu, walczących na śmierć i życie, a nasz pasek życia i energii zniknie w morzu innych. W tym momencie wiele ryzykujemy, bo na wyższych poziomach nie jest problemem śmierć w tłoku. Wystarczy jeden pająk, który nas unieruchomi i jeden generał z kilkoma pachołkami, którzy zadadzą nam w ciągu sekund wystarczająco obrażeń, żeby musieć porzucić ciało wikinga. A gdy nie mamy wikinga, to walkiria nie ma szans przeciwko grupie przeciwników. W takich momentach gra dostarcza nam zarówno frustracji jak i nieco adrenalinki.

Die for Valhalla review recenzja
Za każdy poziom walkirii możemy wybrać jedną umiejętność i kilka run zwiększających atrybuty wikinga

Die for Valhalla to tytuł, który nie jest drogi, nie jest trudny do ukończenia, a wyglądający przyjemnie i pozwalający na kilka chwil przyjemnej rozgrywki. Jest jednak więcej aspektów, które można uznać za plusy. Granie w co-opie jest jak najbardziej możliwe. Die for Valhalla wydaje się więc miło przygodówką o nordyckiej tematyce.Na pewno lepszą niż recenzowany przeze mnie kiedyś Jotun i lepszy od Banner Saga pod wieloma względami. Kupić? Tak.

* Jedyne błędy, których doświadczyłem były raczej pozytywne. Troll przyparty do ściany nie może ma za daleko na atak tupnięciem i za blisko na atak maczugą. Bossowie po śmierci wikinga czasami też zapominają co mieli zrobić i stoją przez ok 10 sekund nic nie robiąc. Ułatwia to czasami rozgrywkę i zdecydowanie nie denerwuje.



Gra została udostępniona przez Monster Couch

Recenzent spędził w grze ponad 7 godzin, zdobywając 16 osiągnięć i nie mając pojęcia ile jeszcze zostało do końca. Die for Valhalla to chyba długa gra. Albo to wina tego, że zaczynał 3 razy.

7.8
Dźwięk:
7
Grafika:
8
Rozgrywka:
8.5

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.