Gra Recenzja

Recenzja Deponia Doomsday

Deponia Doomsday review recenzja

Deponia Doomsday to czwarta gra z trylogii Deponia. Dlaczego akurat tak? W 2013 roku Daedalic zakończyło serię wydając grę Goodbye Deponia. Po trzech latach wydali Deponia Doomsday, które skupia się na kulisach wydarzeń, więc jest uznana za grę równoległą do trylogii. Pozwala nam pogodzić się z zakończeniem poprzedniej części i zagrać w kolejną grę z serii Deponia.

Deponia Doomsday recenzja Xbox One
Gra zaczyna się w ciekawym klimacie. Zima. Napis „bez nadziei”. Tajemnicza postać z zakrytą twarzą, szkoda że historia nie toczyła się dalej tym torem

Deponia Doomsday to gra taka sama jak poprzednie, ale inna. Przygodę z Rufusem zaczynamy długo przed spotkaniem z Goal, podczas realizacji jednej z jego prób dostania się do Elysium. Rufus budzi się ze snu, gdzie doświadczył wydarzeń poprzednich gier i jeszcze wyśnił przyszłość, gdzie sam doprowadził do katastrofy. Niedługo potem wyruszamy w poszukiwaniu Toni, bo statek, który Rufus zbudował jest gotowy do odlotu. Wtedy jeszcze Toni jakoś się z nim dogadywała, ale już była nerwową, skłonną do przemocy nałogową palaczką. Reszta miasta natomiast jeszcze tolerowała skłonności Rufusa do podpalania miejsc publicznych w wyniku nieudanych eksperymentów. Wszystko jednak idzie nie tak, a Rufus powoduje jeszcze większe straty. Wtedy właśnie musimy uciec z miasta, zostawiając wszystko za sobą… Ale i to się nie udaje, a Rufus zamiast uciec z miasta przenosi się w czasie. W przyszłość. I ląduje na Elysium. Po tym jak to zostało zniszczone. W wyniku zakończenia trzeciej części gry.

Deponia Doomsday recenzja Xbox One
Jedna z sekwencji wymaga od nas polepszenia humoru Rufusa, ale trudno to zrobić, zważywszy na zaistniałą sytuację

W wyniku pojawienia się aspektu podróży w czasie upchano w grze, rzecz jasna, kilka elementów związanych z właśnie tym ewenementem. Pomijając już latanie tam i z powrotem naszym genialnym UFO i delikatnego skakania po linii czasu, są miejsca, gdzie zostajemy uwięzieni w pętli czasu, a naszym jedynym wyjściem z sytuacji jest pchnięcie wydarzeń naprzód w odpowiedni sposób. Pomylimy się, albo coś pójdzie nie tak, to wracamy do punktu wyjścia, obserwując jak ojciec Goal bierze prysznic. Gdyby nie był ciemiężycielem na pewno byłby śpiewakiem, wnioskując po jego pozach pod prysznicem. Niestety musimy w takich sytuacjach poddać się woli Rufusa, który wolałby powtarzać jeden dzień, niczym w Dniu świstaka, do końca życia pod warunkiem, że będzie za każdym razem mógł przekonać Goal, żeby resztę dnia spędziła z nim. Romantyczne? Głupie? Wybór należy do ciebie. Niestety to wyznanie następuje niedługo po rzezi w oczekiwaniu na kolejną, więc nie musimy żyć długo z decyzją Rufusa. Wszystko znowu się psuje.

Deponia Doomsday recenzja Xbox One
Nie tak wyobrażałem sobie spotkanie z Radą Starszych Elysium

Gra została wykonana w kolejnej już wersji Visionaire Studio, jednak już na pierwszy rzut oka widać zmiany, subtelne, ale są. Mimo tego, że styl graficzny pozostał, wykorzystując znaczną ilość stworzonych wcześniej tekstur, to ogólny styl animowania jest nieco inny, częściej stawia na prostsze animacje, które najczęściej są w tle, albo mogą być uznane mało istotne, takie jak chociażby wchodzenie po schodach. Nie wiem na ile była to decyzja artystyczna, a na ile ekonomiczna, ale akcje wykonywane przez Rufusa wydają się być mniej dokładne i może to początkowo przeszkadzać, ale dość szybko idzie przywyknąć i już nie zauważa się spowolnienia animacji względem ruchów. Dźwiękowo pozostało tak samo, zupełnie nic się nie zmieniła, począwszy od głosów, przez humor, po wykonanie techniczne, wszystko stoi na najwyższym poziomie, chociaż wydaje mi się, że Deponia Doomsday ma najmniej dialogu ze wszystkich gier serii, jeśli nie w kontekście ilości linijek, to w kontekście czasu rozgrywki.

Deponia Doomsday recenzja Xbox One
Rufus to utalentowany wynalazca, ale kiepski haker. Jego sposobem na skłonienie komputera do pracy jest skopanie go i wyrwanie kabelków

Deponia Doomsday to przyjemna gra, ale zaczyna miejscami irytować. Powtarza ponownie błąd chodzenia w kółko, gdzie musimy przejść przez 3 puste regiony, żeby dowiedzieć się co mamy zrobić, 3 kolejne, żeby znaleźć potrzebny przedmiot i 3 kolejne, żeby go odnieść. A jakby tego było mało, to w grze nadal mamy mnóstwo osiągnięć, które wymagają powtarzanie czynności. Upuść 5 desek sedesowych. Upuść gorący węgiel 5 razy w krocze starszego. Stwórz wszystkie mutacje genetyczne stworków w Elysium – ponad 200 sztuk. Daedalic męczy niestety swoimi autorskimi osiągnięciami, a to nie pozwala się w pełni zrelaksować człowiekowi, który chce je wszystkie zdobyć. Tym niemniej, gra jest naprawdę dobra i dla każdego, kto uważa osiągnięcia za zło konieczne będzie dobrym zwieńczeniem serii. Warto kupić całą serię i zapoznać się z przygodami Rufusa i Goal, a potem z pozostałymi grami, które Daedalic ma w swojej ofercie. Chociażby z jeszcze lepszymi Filarami Ziemi.



Gra została dostarczona przez Marchsreiter Communications

Recenzent spędził w grze około 6 godzin, przechodząc fabułę, ale nadal walcząc z tworzeniem genetycznych mieszańców, żeby odblokować ostatnie osiągnięcie...

8.5
Dźwięk:
8
Grafika:
8.5
Rozgrywka:
8.5
Błędy:
9

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.