Gry Recenzja

Recenzja Death Road To Canada

Raz na jakiś czas pojawia się na konsoli gra, która ma kilkaset MB, ma intrygujący tytuł i standardową cenę niewielkiej gry. I dobrze, bo nigdy nie grałem w The Oregon Trail. Teraz mogę zagrać we współczesną i w dodatku kanadyjską wersję – Death Road To Canada. Oby tylko nikt nie umarł na dyzenterię!

Death Road To Canada
Tutorial jest krótkim wprowadzeniem do mechanik rozgrywki, uczy walczyć, nic więcej

Death Road To Canada to gra, którą można podzielić na dwa segmenty. Różnią się one w diametralny sposób. Pierwszym segmentem jest walka. Podczas walki mamy do dyspozycji kilka broni, zarówno palnych, jak i tych wymagających nieco siły w ramionach. Od pistoletów, przez strzelby, karabiny, na sztachetach, łomach i skalpelach kończąc. Za ich pomocą musimy oczyścić daną lokację, zbierając po drodze zasoby, które są niezbędne w podróży do Kanady. Walka sama w sobie jest prosta. Naprzeciw nam stają hordy zombie, które powolnie się poruszają w naszym kierunku i w gruncie rzeczy niewiele więcej. Raz na jakiś czas spotkamy bandytów, zdziczałe psy, ale stanowią oni znacznie mniejszy problem niż nieumarli. W momencie gdy uznamy, że wszystko co było do zrobienia już jest zrobione, to wsiadamy do samochodu i jedziemy w dalszą trasę. W tym momencie zaczyna się druga część rozgrywki. Zdecydowanie ważniejsza, bo to podczas niej dzieje się najwięcej.

Death Road To Canada
Walka bazuje na jednym przycisku i zmęczeniu postaci, które jesteśmy w stanie ocenić po twarzy

O ile pierwsza część wymagała od nas nieco interakcji ze światem w czasie rzeczywistym, to tutaj wcale tego nie ma. W trasie mamy do czynienia w opisem sytuacji i oknami dialogowymi za pomocą których musimy kreować naszą sytuację w świecie. Jest to niesamowicie trudna sekcja, ponieważ wiele może się skopać w bardzo szybkim czasie, a odwrotu nie ma. Przykładowo w samochodzie zacięło się radio, nikt nie potrafił go naprawić. Spadło morale wszystkich uczestników wyprawy. Następnie losowe wydarzenie sprawiło, że morale mojego lidera stało się na stałe krytycznie niskie. Z tego powodu w pewnym momencie wkurzył się na swoją ekipę i powiedział, że ktoś musi opuścić drużynę. Rzecz jasna wybrałem, żeby opuścił ją on. Nie ma miejsca w samochodzie dla członka załogi, który będzie stale niezadowolony. Trudne wybory, lub sporadycznie bardzo łatwe, stale wywierają pewien nieprzyjemny nacisk na graczu. Bardzo przypomina to wspomniane właśnie The Oregon Trail, gdzie jedna decyzja może prześladować nas do końca rozgrywki.

Death Road To Canada
W grze poruszamy się samochodami. Paliwożerny muscle car, czy hybryda?

O ile graficznie Death Road To Canada nie powala, to jej stylistyka idealnie pasuje do klasycznego typu rozgrywki. Wszystko bazuje na całkiem sporych pikselach, w wyświetlanym obrazie brak jakiejkolwiek dokładności odwzorowania postaci, chociaż znajdują się czasami całkiem nieźle odwzorowane przedmioty, takie jak sofa, czy szafy. Tutaj w zasadzie też niewiele się zmienia. Gra bazuje na lokacjach, które zmieniają się nieznacznie między kolejnymi odwiedzinami. Wiadomo, że stacja benzynowa będzie miała jedne drzwi wejściowe i pompę niedaleko przed nimi. To samo dotyczy innych lokacji, a jest ich całkiem sporo. Przedmieścia, szpitale, zajazdy. Jedyne co się zawsze będzie wyróżniać, to lokacje specjalne, takie jak miejsce lądowania kosmitów, czy grobowiec Draculi. Postacie specjalne można spotkać także podczas innych wydarzeń, jak karawana handlarzy.

Death Road to Canada
Wyspać się, czy zdobyć jedzenie? Każda decyzja ma konsekwencje

Na koniec odrobina o fabule. Nie jest ona jakaś szczególnie istotna. W zasadzie wspominam o niej na końcu dlatego, że tytuł mówi nam o niej wszystko. Wynosimy się ze schronu i zmierzamy do Kanady. Okazuje się, że najwyraźniej nie ma tam zombie, więc czemu by nie spróbować? Dotarcie zajmie nam 14 dni i też tyle czasu spędzimy w drodze. Jest ona niestety pełna niebezpieczeństw. Jak wspominałem, spotkamy na naszej drodze bandytów. zombie, ale i kiepską pogodę, czy będziemy musieli porzucić samochód z uwagi na usterki. I to właśnie ze względu na ostatnie najbardziej Death Road To Canada mi się nie podoba. Wziąłem postać bedącą mechanikiem, dwa razy szkoliłem go w naprawianiu, a tu się okazuje że zawodzi naprawić samochód. Przy calej swojej złożoności Death Road To Canada prawie niczego nam nie mówi, bo wytrzymałość, umiejętności, morale, nastawienie, wszystko jest wyrażane za pomocą zmieniających się min. Od skrajnie niezadowolonego grymasu do skrajnie zadowolonego uśmiechu.

Death Road to Canada
Niestety raz na jakiś czas musimy pogodzić się ze śmiercią. Wszystkich. Na raz

Wprowadza to kolejny zupełnie niepotrzebny losowy element, który utrudnia rozgrywkę. Bo rozumiem, że szansa na to, że bandyci będą blefować wynosi 50/50, ale niezależnie od umiejętności, każdy test wydaje się być właśnie takim. Gra jest naprawdę frustrująca i wygranie 10 razy pod rząd dla osiągnięcia będzie nadzwyczaj trudne. Tym niemniej Death Road To Canada jest całkiem przyjemnym tytułem. Nie jestem pewien, czy mogę ją polecić za pełną cenę, ale na pewno warto ją obserwować, może niedługo trafi się na jakiejś wyprzedaży. Zapewni godziny rozgrywki, nie zawsze przyjemnej, ale wymagającej.

Gra została udostępniona przez Ukiyo Publishing

Recenzent spędził w grze 7 godzin, nie zdobywając żadnego osiągnięcia, i tracąc całą ekipę jeden dzień przed granicą. Pech.

6.5
Grafika:
6
Dźwięk:
5.5
Rozgrywka:
8

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.