Gry Recenzja

Recenzja DeadCore

DeadCore

Raz na jakiś czas dostajemy w ręce grę – DeadCore – której koncepcja wydaje się idealna. Platformówka z widokiem w pierwszej osobie, w której głównym zadaniem jest kręcenie jak najlepszych czasów. Proste, miłe przyjemne? Niestety nie zawsze, niektóre gry są dobrze przemyślane, a inne zapominają, że czasówki w takich grach muszą być wymagające, ale krótkie.

DeadCore
DeadCore to gra o zmiennej kolorystyce, nawet w obrębie jednego poziomu

DeadCore to, jak wspomniałem, pierwszoosobowy platformer, który ma w sobie nieco z każdej wcześniejszej gry, w której w rogu ekranu był zegar. Problem polega jednak na tym, że poziomy wydają się być za długie. Ukończenie pierwszego poziomu – samouczka – zajęło mi 21 minut! Ok, rozumiem, że docelowy czas ukończenia poziomu to 3 minuty lub mniej, ale… I to jest dość istotne, czas wyznaczony przez dewelopera pobiło około 20 osób. I to nie tylko na tej mapie, na każdej czasy pobiła tylko wyselekcjonowana grupa osób, którym bardzo zależało. Potem czasy zaczynają rosnąć wykładniczo, osiągając nawet ponad pół godziny. Co to nam mówi o tej grze? Całkiem sporo o poziomie trudności i prawdopodobnie złym podejściu do projektowania poziomów. Dodatkowo dowiedziałem się, że wszystkie najlepsze czasy wykorzystują błędy w grze, które istniały bezpośrednio po premierze. 15 sekund na 3 minutową trasę? To nie umiejętności, to musi być oszustwo.

DeadCore
Broń, którą mamy, niestety nie strzela portalami

Jeśli pominiemy to wszystko, to stajemy przed całkiem znośnie wyglądającą grą jak na tytuł niezależny. Wielkość poziomów, pomimo bycia złym posunięciem z punktu widzenia designu, są całkiem niezłą pokazówką. Neonowe kolory i futurystyczny wygląda prezentują się bardzo dobrze i przywodzą na myśl styl znany z Trona. Na tym podobieństwa jednak się kończą, bo nie uświadczymy takiego samego sprawdzianu zwinności. Tutaj mamy do czynienia z wielkimi blokami lecącymi w naszą stronę, przeciwnikami, których jedynym zadaniem jest uprzykrzenie nam życia, oraz stacjonarnymi laserami, które chcą nas obrócić w popiół. Niewiele elementów tworzy wspaniałą gamę zagrożeń, a kolejne połączenia tych niewielkich niedogodności stają się coraz większym problemem w pokonywaniu toru. I może to jest element, który też niezbyt mi się podoba. Losowość map jest niesamowita, a wszystko jest powodowane przez kilku ruchomych przeciwników, których jakby zupełnie pominąć, to nic by się nie stało.

DeadCore
Działka w grze nie zabijają, ale potrafią zepchnąć gracza w przepaść

DeadCore to gra, która zdecydowanie jest miłą odmianą od kiepsko wyglądających i często zbyt prostych gier, które są nam serwowane na codzień. DeadCore jest jednak tytułem, który w swojej klasie przegrywa z właśnie takimi tytułami. SpeedRunners wydaje się grą, która jest znacznie lepsza pod względem stylizacji i trudności, a jej cel jest dokładnie taki sam – zbawianie gracza i pozwalanie mu na kręcenie jak najlepszych czasów. Jeśli jednak najszybsze czasy na tablicy wyników są uzyskane w wyniku usuniętego już błędu, a poziom zajmuje dziesiątki minut i tyle samo powtórzeń, to coś musi być nie tak z tym tytułem. Doceniam kierunek, w którym podążyli twórcy, ale chcieli dać nam za dużo, przez co ostatecznie dali nam znacznie mniej. Gra powinna być prosta, z poziomami, których przejście zajmuje kilka minut, a postanowiono dać nam fabułę, przedmioty kolekcjonerskie, i wysoki stopień złożoności poziomów.

DeadCore
Wertykalność poziomów jest niestety przytłaczająca

Wspomniany pierwszy poziom w DeadCore idealnie pokazuje co mam na myśli. Poziom zaczyna się i kończy prawie w tym samym miejscu, ale musimy zmienić poziom rozgrywki kilkanaście razy, żeby ostatecznie wylądować bardzo blisko startu. Robienie wielkich pętli wokół planszy przysparza więcej bólu głowy niż rozgrywki, szczególnie jak poziom trudności nie rośnie wraz z postępem rozgrywki, a wraz z postępem poziomu. Czy grę mogę polecić? Nie. Ale czy to oznacza, że gra jest zła? Też nie. Celuje ona po prostu w pewną konkretną grupę osób, które chcą pochwalić się wynikami. Niestety jest ona niewielka i nie trafi do wszystkich, bo nie ma w niej nic więcej niż pokonywanie plansz.

Gra została udostępniona przez Grip Digital

Recenzent spędził w grze 6 godzin, odblokowując 5 osiągnięć, ale za to spadając setki razy w przepaść!

6.8
Dźwięk:
7
Grafika:
7.5
Rozgrywka:
6

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *