Gry Recenzja 2

Recenzja Day of Infamy

Day of Infamy

Podczas gdy zapowiedziano Day of Infamy po raz pierwszy dane mi było napisać jakie są pierwsze wrażenia z gry. Muszę przyznać, że wtedy gra była taka sobie. Była ubogą wersją swojego starszego braciszka – Insurgency. Teraz nieco dorosła i jest naprawdę dobrą grą, choć nadal ma swoje grzeszki.

Day of Infamy Dog Red

Gdy pisałem o Day of Infamy w moim preview miałem do czynienia z pierwszą publiczną wersją gry. Nie byłem zadowolony z tego co widziałem, ponieważ gra wydawała się niedokończonym dodatkiem do Insurgency, bo tak w zasadzie było. Teraz wróciłem do gry, ponieważ skontaktował się ze mną człowiek odpowiedzialny za PR Day of Infamy i zapytał, czy będę grę recenzował. Nie miałem tego w planie, ale w zasadzie, to dlaczego nie? Teraz dopiero widzę jak dużo może zmienić się w grze w ciągu prawie 8 miesięcy. I jestem niezadowolony z tego co widziałem w menu głównym, ale o tym może wkrótce. Na razie Day of Infamy. Jest to gra stworzona przez New World Interactive i oparta na Source Engine. Czerpie ona bezpośrednio z gry, której modem niegdyś była – Insurgency. Sprawia to, że poza zmienionymi teksturami i aktualizacją arsenału nie znajdziemy między nimi wielu różnic.

Day of Infamy

Jednak zmiany, których doświadczymy przy skoku ze współczesnego konfliktu na pola bitwy II Wojny Światowej częściowo usprawiedliwia wydanie Day of Infamy jako osobnej gry. Przede wszystkim – konflikt. Zmiana walczących frakcji i czasu wpływa całkowicie na rozgrywkę. Począwszy od teatru walki – wcześniej głównie o stylistyce bliskowschodniej – który teraz skupia się wokół głównym lokacji najważniejszego konfliktu XX wieku, takich jak Sycylia, Kreta, Bastogne, czy Dog Red – jedna z sekcji plaży Omaha. Zabrakło tylko kilku ciekawszych frontów, takich jak Afryka, czy cały front Wschodni. Wydaje mi się, że może to być dodane później w formie dodatków – cała armia Włoska, Radziecka, Hiszpanie. Sporo w tej grze brakuje, ponieważ oddano nam do użytku tylko 3 strony tego wielkiego konfliktu. Miłą rzeczą jest możliwość doboru jednostki danej strony. W armii Zjednoczonego Królestwa mamy np. dostęp do jednostek kanadyjskich, brytyjskich i indyjskich, co jest niesamowicie miłe. III Rzesza ma kilka jednostek, takich jak Wehrmacht, spadochroniarze, czy dywizje pancerne. USA to natomiast jednostki takie jak Rangersi, 92 dywizja piechoty złożona tylko z czarnych amerykanów, czy 101 i 88 spadochronowa.

Day of Infamy Foy

20 różnych jednostek daje spore możliwości, jednak twórcy nie popisali się pomysłowością, niczym twórcy Verdun. Bronie w grze są bardzo podstawowe, znane z każdej innej gry, której akcja dzieje się podczas II Wojny Światowej. Mamy do czynienia z klasykami, takimi jak Sten, Gewehr 98k, czy BAR. Zabrakło jednak pomysłowości. Zabrakło nieco egzotyki rodem z Battlefielda 1, czy różnorodności ze wspomnianego Verdun. Niemcy używali dużo więcej broni niż tylko te, które są w grze, używano StG 45(M), które było wersją, która miała być tańsza i łatwiejsza do zrobienia od StG 44, ale nie była. EMP 44, karabin Mondragóna, M1941 Johnson, karabin Rossa, liczne relikty I Wojny Światowej, liczne bronie z XIX wieku, używano prawie wszystkiego. Albo nawet można wykorzystać różne warianty istniejących broni, które będą różnić się drobnymi charakterystykami, tak jak bronie w Verdun. Samych Mauserów jest 5, nie różnią się one znacznie wyglądem, ale główną charakterystyką różnicującą te bronie są statystyki, jedne strzelają szybciej, inne wolniej, jedne są poręczniejsze, inne są tak długie, że wystają z okopów.

Day of Infamy Error

Brak broni nie sprawia jednak, że gra się mniej przyjemnie. Day of Infamy to całkiem dobrze wykonana gra, chociaż często zdarzają się błędy graficzne, takie jak brak gałek ocznych, czy boty odradzające się jako „Error <nazwa klasy postaci>”. Jeśli jednak pominiemy fakt sporadycznych błędów, to będziemy mogli delektować się całkiem dobrą rozgrywką, dobrze znaną z Insurgency, chociaż moim zdaniem nieco mniej przyjemną. Nie wiem, czy jest to związane z moją preferencją co do współczesnych konfliktów, czy faktycznie z Day of Infamy jest obiektywnie coś nie tak. Gra wydaje mi się dość ciemna i pomimo tego, że ekran mojego MacBooka był maksymalnie rozjaśniony. I tutaj chcę zauważyć, że MacBook w zupełności wystarczy do grania w tę grę. Nie jest ona zbyt wymagające, ale wygląda cudnie. Może screeny tego nie oddają, ale jest to znacznie lepsza grafika niż ta, do której jestem przyzwyczajony, ale to może wina tego, że gram teraz w Call of Duty 3 na Xboksie 360.

Day of Infamy

Bardzo ważnym elementem gry są także mody. Pozwalają one na łatwy dostęp do nowych map, ładniejszych modeli broni, czy całkowitych modyfikacji gry. Mody, połączone z mnogością już istniejących map, ciągłą aktywnością deweloperów, oraz trybami gry dla każdego – mamy tutaj typowe tryby rozgrywki znane ze wcześniejszych gier, chociaż zabrakło mi prostego TDM, którego nie udało mi się znaleźć – a prawie każdy ma 3 wersje, gdzie można walczyć przeciwko innym graczom, razem z innymi graczami w trybie kooperacji, oraz solo z botami, co jest całkiem niezłym treningiem, i pozwala na testowanie broni oraz zapewnia całkiem łatwą metodę zdobycia wszystkich osiągnięć w grze.

Day of Infamy

Wspomniałem, że jestem niezadowolony z pewnego elementu menu i na nim zakończę tę recenzję. Pojawił się mod Day of Infamy, który przenosi nas, i całą grę, do Wietnamu w latach 60 i 70. Znając trend towarzyszący grom of New World Interactive, to będzie ich kolejny tytuł. Co prawda nie mam nic przeciwko, ale takie ciągłe podchwytywanie twórczości fanów i rozszerzanie swojej własnej do pełnoprawnych tytułów to dojenie tej samej krówki. Części studiów się to udaje, ale ciężko mi będzie zaakceptować kolejną grę w tym ciągu, bo Day of Infamy to gra z moda z gry z moda Half-Life 2. Dodawanie kolejnej sekwencji to już za wiele. No, chyba, że Born to Kill byłby grą, która naprawdę wnosi coś, czego nie widzieliśmy w Vietcongu, Battlefield: Bad Company 2 – Vietnam, czy Men of Valor które są moimi ulubionymi grami o tym konflikcie. Jeśli gra faktycznie się ukaże za kilka lat, i będą w niej tylko bronie i miejsca, które znam, to będę niezadowolony.

Day of Infamy

Oh, Day of Infamy, od moda, przez wersję alfa do poprawki, po całkiem udaną grę. Muszę przyznać, że jest to idealny tytuł dla fanów mniej arcade’owej rozgrywki, niż ta znana ze współczesnych shooterów. Brak krzyża na środku ekrany, ginięcie od jednego strzału, i zero tolerancji jakichkowiek błędów, to sposób rozgrywki, do którego musiałem nieco dorosnąć, ale było warto. Interesuje ciebie taki coś i współczesny konflikt? – Insurgency. I Wojna Światowa? – Verdun. II Wojna Światowa? – Day of Infamy, nie ma innej opcji*!


* Najbliższe, co można przyrównać do Day of Infamy, to moim zdaniem, i według mojej wiedzy, Red Orchestra 2: Rising Storm, ale skupia się ona na zupełnie innym froncie i wydaje się nie być tak samo… Hardcore’owa jak gry od New World Interactive.

Gra została udostępniona przez Evolve PR

Recenzent spędził w grze 14 godzin. Zdobył 9 nowych osiągnięć i zabił niezliczone rzesze aliantów.

8
Dźwięk:
7.5
Grafika:
8.5
Rozgrywka:
8

2 komentarze

  • Odpowiedz
    ebner
    Maj 24, 2017 3:11 am

    Bardzo dobra gra,jedna kula i cię nie ma,tu trzeba myśleć i grać instynktownie,mądrze,gra zdecydowanie nie dla dzieci CODa,którzy biegają na pałę i strzelają do wszystkiego co się rusza.

    • Odpowiedz
      Łukasz
      Maj 27, 2017 12:51 am

      Każdego kręci co innego, ale muszę przyznać, że zagranie w taką grę jest niesamowicie orzeźwiające. Jest wolna, ale zapewnia dużo więcej emocji niż szybka rozgrywka wielu innych tytułów!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *