Gry Recenzja

Recenzja Battlefield 1

Battlefield 1 recenzja review

Battlefield 1 to gra, która mnie ominęła. Tak samo Hardline. Po Battlefieldzie 4 oddałem się w pełni studenckiemu życiu i nie miałem ani czasu, ani pieniędzy na granie w takie gry. Moje setki godzin w Battlefieldach nie mogły jednak być zapomniane i jak tylko miałem okazję chwycić Battlefielda 1, zrobiłem to.

Battlefield 1 recenzja review
W kampanii możemy walczyć tylko po stronie „tych dobrych”, brak niemieckiej, austro-węgierskiej i osmańskiej kampanii

Battlefield 1 był dla mnie grą dość dziwną, ponieważ I Wojna Światowa była mi zupełnie obca. Zupełnie nowe środowisko, bronie, których jeszcze nigdy nie widziałem, walka w miejscach, które znam tylko ze wspomnień w dokumentach an Discovery Channel, albo z kanału The Great War na YouTubie. Wdrożenie się w tytuł zajęło mi sporo czasu, głównie dlatego, że w grze brakuje jakże wygodnych dla mnie broni automatycznych dla każdej z klas, a większość akcji toczy się na bliskim dystansie, albo na bardzo długim. Dostosowanie stylu rozgrywki daje jednak niesamowite efekty. Z czasem upodobałem sobie grę medykiem, który w swoim arsenale posiada karabiny półautomatyczne, z którymi potrafiłem zrobić znacznie więcej niż z automatem. Dodatkowo okazało się, że karabiny z zamkiem ryglowym wcale nie potrzebują optyki, żeby zabić przeciwnika po drugiej stronie mapy, co było dla mnie sporym zaskoczeniem. Maanlicher M1895, Cei-Rigotti i Chauchat Mle 1915 nie mają sobie równych.

Battlefield 1 recenzja review
Latanie w kampanii wcale nie przygotowuje nas na walki powietrzne w trybie online

Jednak może fabuła najpierw. Gra została sprytnie podzielona na kilka segmentów. Zamiast jednej długiej kampanii mamy do czynienia z kilkoma pomniejszymi historyjkami z różnych frontów. Mamy historię brytyjskiego czołgisty, amerykańskiego lotnika, włoskiego żołnierza jednostek specjalnych, arabskiej wojowniczki pod dowództwem Lawrence’a z Arabii, a także mamy przez chwilkę do czynienia z francuskim żołnierzem na pierwszej linii frontu. Każda z historyjek jest ciekawa, chociaż zamiast bazować na prawdziwych historiach, a te potrafiły być niesamowite podczas I Wojny Światowej, twórcy gry postanowili stworzyć własne postacie i dać im historie pełne zwrotów akcji i ciał. Muszę przyznać, że grało się całkiem fajnie, jednak pozostawał pewien niesmak, szczególnie gdy równocześnie słuchało się całkiem sporo o wojnie. Fabuła może posłużyć jako genialna introdukcja do mechanik zawartych w grze, ale generalnie szału nie ma. Jasne, bywa widowiskowa, walki na niebie są równie fascynujące w tej grze co walki w błocie, a zdobywanie wzniesienia, idąc w górę okop po okopie to naprawdę coś, co trzeba przeżyć, chociażby w grze. No i jest pierwsza misja, prolog. Walczymy w niej przeciwko przeważającym siłom wroga, gdy zginiemy, a tak się stanie, kamera oddala się, pokazuje imię i nazwisko, rok urodzenia, rok śmierci, a następnie przejmujemy kontrolę nad nowym straceńcem, ale tym razem nasza linia obrony się cofa. Efekt jest powalający.

Battlefield 1 recenzja review
Konie są niczym żywe czołgi, przyjmują dużo obrażeń, są szybkie, potrafią się dostać wszędzie, a w dodatku regenerują obrażenia

Więcej czasu na pewno spędzimy w trybie online. Jest to najważniejsza część Battlefielda od samego początku serii. Tutaj nie jest inaczej, wielu ludzi skarżyło się, że kampania jest tylko na doczepkę, żeby zostało odhaczone odpowiednie pole. Ale nieważne! Tryb dla wielu graczy rozpoczynamy od sposobu rozgrywki. Możemy tutaj wybrać konkretny serwer, poprosić grę o dobranie nam odpowiedniego, albo zagranie w kampanię operacji. O ile w pierwszych dwóch nic przełomowego nie ma, to trzecie jest zupełną nowością, całkiem nietypową. Gra toczy się na kilku mapach w trybie przypominającym nieco rush-conquest. Celem jednej armii jest obrona, drugiej atak. Obrońcy mają kilka linii obrany, ile konkretnie zależy od mapy, a atakujący kilka podejść. Obrońcy wygrywają, gdy atakującym skończą się odrodzenia we wszystkich próbach, a atakujący wygrywają po zajęciu ostatniej flagi. Same próby są o tyle ciekawe, że w zasadzie zachowany zostaje postęp, więc jeśli zajęliśmy dwie linie obrony i przegramy, to w kolejnej próbie zaczynamy atak na trzecią z pełnym zestawem odrodzeń. Sprawia to, że gra pod sam koniec staje się chaotyczna, szczególnie gdy atak na ostatnią bazę przeciwnik zaczyna w ostatniej próbie. Obie strony walczą o wygraną, obie są tak blisko, a tak daleko.

Battlefield 1 recenzja review
Czołgi są natomiast nieco niewyważone, kierowca ma całkowitą kontrolę nad pojazdem, ale nie nad jego bronią. No i czołgi mogą przyjąć sporo obrażeń

Jednak nie tylko w takich okolicznościach gra jest emocjonująca. O ile z MP 18 nie zrobimy wiele, to wzięcie niemalże dowolnego karabinu do ręki sprawi, że zaskoczy nas potęga naszej broni. Jeśli jednak zaczniemy przyglądać się poszczególnym sztukom, to zobaczymy, że rozstrzał między charakterystykami jest ogromny. Już same karabiny samopowtarzalne mają znacznie różniące się okazy, nawet w ramach jednego modelu. Battlefield 1 daje nam do wyboru bronie w kilku modelach, co jest niezrozumiałe dla mnie. Mamy przykładowo wersję okopową danej broni, która ma lepszą celność podczas strzału z biodra, ale nie można jej ulepszać za bardzo. Jest też wersja, która ma możliwość zamocowania optyki, albo wersja, która pozwala nam na szybszy bieg. Jest to dziwne i zupełnie niezrozumiałe dla mnie. Można było w ramach jednej broni wybierać pakiet oraz jasno określić. A tak muszę odblokować jeden LKM, żeby po kilku wyzwaniach zdobyć wersję z większym magazynkiem i efektem przygwożdżenia, ale mniejszą celnością.

Battlefield 1 recenzja review
Elitarni żołnierze są bardziej wytrzymali i ich siła ognia jest niesamowita, ale wolniejsi i załatwimy ich bagnetem

Tym niemniej doceniam niektóre zabiegi, które twórcy zastosowany. Przykładowo karabin samopowtarzalny stworzony przez Generała Liu Qing En, który może strzelać albo w trybie powtarzalnym, zyskując wtedy na celności i obrażeniach. Najbardziej radykalną zmianą jest eksperymentalna wersja Springfielda 1903, który posiada konwersję na amunicję pistoletową. Zyskuje wtedy dużą szybkostrzelność i aż 40 nabojów w magazynku, ale bardzo szybko okazuje się, że zdumiewające 35 punktów obrażeń zadaje tylko do odległości 10 metrów, po czym szybko obrażenia spadają do kilkunastu. Mamy rzecz jasna możliwość wymiany w nim zamka, który zamienia go w normalny karabin powtarzalny, zyskując na celności i obrażeniach. Generalnie sytuacja wygląda następująco: wystarczą dwa strzały z karabinu samopowtarzalnego, żeby kogoś zabić, w zasadzie jeden z karabinu powtarzalnego, a każda broń automatyczna będzie wymagać około 5. Daje to zaskakująco dobre efekty, bo to jedna z niewielu gier, gdzie biegnąć z Lee-Enfieldem po okopie mamy szanse przeciwko żołnierzowi, który ma jedną z rewolucyjnych automatycznych konstrukcji. Aha, no i są bagnety.

Battlefield 1 recenzja review
Każdy ma jakiś sposób na poradzenie sobie z pojazdami opancerzonymi, granatnik, moździerz, amunicja p-panc, czy nawet karabiny p-panc.

Broń biała to kolejny aspekt Battlefielda 1, który mnie zaskoczył. I moją dziewczynę też. Miała niespotykaną do tej pory reakcję na mojego wojaka szarżującego w kierunku przeciwnika i wbijającego w niego bagnet na moim karabinie. Było to takie realistyczne, że miałem nie grać w Battlefielda 1, gdy ona jest w mieszkaniu. I jestem w stanie to zrozumieć. Walka za pomocą broni białej, czy to w naszej ręce, czy na broni, jest brutalna i osobista. Animacja nie pozwala nam tego zapomnieć. Często widzimy przez dłuższy czas twarz przeciwnika. Często jest na niej zaskoczenie. Bo nieważne, czy wbijamy mu bagnet w żebra, podcinamy gardło nożem, czy saperką rozłupujemy głowę, śmierć z bliska jest zawsze niespodziewana. Sama mechanika bagnetów jest też ciekawie rozwiązana. Gdy podczas biegu użyjemy ataku wręcz, to nasz żołnierz zacznie szarżować w kierunku celu. Mamy wtedy niewielką kontrolę nad jego ruchami, za to zyskuje on bardzo na prędkości. Jeśli w naszym zasięgu znajdzie się przeciwnik, to zostanie nadziany. Wydawało mi się to bezużyteczne, ale to jedyny dobry sposób na pokonanie elitarnego przeciwnika, czy wykaraskanie się z opresji, gdy przeciwnika nas zaskoczył. Kilka razy przeżyłem w okopie tylko dlatego, że w czasie użyłem szarży.

Battlefield 1 recenzja review
W grze doświadczymy kilka ze wczesnych broni automatycznych, w tym Berettę 1918 i MP 18

Generalnie rzecz biorąc Battlefield 1 spełnił moje oczekiwania. Nie były wielkie, zacząłem grę podchodząc do niej dość sceptycznie, jednak szybko okazało się, że moje wątpliwości były nieuzasadnione. Gra jest piękna, najlepiej wyglądająca gra, w którą grałem. Animacje są cudowne i szczegółowe, zwłaszcza jeśli chodzi o jazdę konną, która jest nad wyraz płynna. Dźwięk jest genialny, słychać przeciwników, ich kroki, bronie brzmią charakterystycznie, każda z nacji mówi w swoim ojczystym języku. Jeden z żołnierzy niemieckich ma tylko zbyt ciemną skórę jak na swoją epokę. Niemcy nie chcieli czarnych żołnierzy w swojej armii. Nikt ich nie chciał. Francuzie rekrutowali żołnierzy z kolonii, bo kilka nieudanych ofensyw przetrzebiło ich szeregi. Co prawda czarni nosili niemieckie mundury, ale tylko podczas walk kolonialnych i to raczej dlatego, że wszyscy dogadali się, że kolonie są neutralny i nie miały wsparcia wojskowego (i rzecz jasna jeden z dowódców o tym zapomniał i zaczął podbijać brytyjskie i włoskie tereny plemienne).

Battlefield 1 recenzja review
W grze ważną rolę odgrywają samochody opancerzone, gdy broń przeciwpancerna nie jest powszechna samochód jest porównywalny do transporterów opancerzonych ze wcześniejszych gier

Wiem, że było kilka kontrowersji z udziałem tej gry. Battlefield 1, jak każda gra od EA nie może zakończyć pierwszego tygodnia swojego istnienia bez jakiejś kontrowersji. Nie oznacza to jednak, że gra traci na wartości. Dodatkowo możliwość zakupienia skrzynek ze skinami broni nie umniejsza zawartości gry. Battlefield 1 ma nadal pełne serwery na całym świecie i to w świecie FPSów innych niż Call of Duty mówi wiele o grze. Piękna grafika, genialne elementy rozgrywki oraz zupełnie inny styl sprawia, że Battlefield 1 jest grą idealną na oderwanie się od wielu z futurystycznych FPSów, które panują na rynku. Titanfall i Call of Duty są fajne, ale czasami przydatny jest powrót do podstaw, żadnych laserów, żadnych broni elektromagnetycznych, żadnych mechów i żadnych pancerzy wspomaganych. Tylko ty, twój karabin, i wroga armia po drugiej stronie.



Gra z prywatnej kolekcji recenzenta

Recenzent spędził w grze prawie 125 godzin, zdobywając wszystkie 50 osiągnięć i z żalem odinstalowując całe 70 GB zawartości z konsoli

9.7
Dźwięk:
9.5
Grafika:
10
Rozgrywka:
9.5

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.