Gry Recenzja

Recenzja Airheart -Tales of Broken Wings

Airheart - Tales of Broken Wings recenzja review

Airheart to jeden z tych niezależnych tytułów, który chce być inny niż reszta. Główna bohaterka – Amelia – i nazwa nawiązują do Amelii Earhart. W pełnym tytule brakuje jednej wersaliki. Grafika stylizowana, która ukrywa z dystansu prostotę modeli. A przy okazji jest to chyba pierwsza gra ze Szwajcarii, którą recenzuję.

Airheart: Tale of broken Wings recenzja review
Amelia to główna bohaterka gry, utalentowany mechanik i początkujący rybak

Airheart: Tale of broken Wings to jednak coś więcej, o czym dowiadujemy się dość szybko. Amelię poznajemy podczas gdy zaczyna opowiadać nam swoją historię, jak dzięki swojemu ojcu dotarła do Granarii, zostawiając go w tyle. Życie nie było jednak dla niej łaskawe. Musiała naprawiać samoloty, a na boku dorabiać łowiąc ryby. Przejmujemy nad Amelią kontrolę w dniu, w którym zdaje oficjalnie egzamin na rybaka – pilota, który lata wokół Grenarii zbierając wszystko co żywe. Amelia tłumaczy nam, że wszystko co robi, robi dla swojego ojca, który, możemy się tylko domyślać, zginął na pustyni. W pierwszy lot udajemy się dość nisko, ale szybko okazuje się, że sam połów to tylko połowa zabawy. W całym regionie grasują piraci, a im wyżej, tym ich więcej. Z czasem staniemy też naprzeciw dronom ochrony, ale do tego czasu czeka nas sporo walki.

Airheart: Tale of broken Wings recenzja review
W hangarze możemy komponować maszynę na naszą następną wyprawę

Całość rozgrywki w Airheart podzielona jest między dwie płaszczyzny. Z jednej strony mamy nasz warsztat, który dzieli się na hangar, gdzie możemy składać swoje maszyny, i pracownię, gdzie możemy tworzyć nowe bronie i części samolotów ze znalezionych podczas przygód podstawowych przedmiotów. System rzemieślniczy znacznie przypomina każdy inny, ale jest tutaj zdecydowanie za dużo zabawy, żeby był przyjemny w obsłudze. Tworzenie bardziej złożonych konstrukcji wymaga ogromnej liczby klikania, szczególnie gdy musimy stworzyć kilka przedmiotów 4 poziomu *, żeby ostatecznie stworzyć jedną z broni. Co prawda bywają one całkiem potężne, ale mimo wszystko część z nich jest tak potężna, że aż bezużyteczna ze względu na pozostałe czynniki. Plusem jest to, że już wcześnie można odblokować jedną z potężniejszych tanich broni w grze, którą jest działo snajperskie „Longstrike”. Nieco później możemy zbudować wyrzutnię plazmy, a z nią gra jest aż za łatwa. Co do broni zbyt potężnych, zazwyczaj ich siła jest tak wielka, że okupiona jest zbyt długim czasem przeładowania jak na tak dynamiczną grę, szczególnie że nie ma w niej wiele statycznych celów.

Airheart: Tale of broken Wings recenzja review
Powrót do bazy jest dość nieprzyjemny. Musimy unikać wszystkich wysp, które zostały wygenerowany w locie pikującym

Gdy już wyruszymy w bój, opuścimy nasz hangar, jesteśmy przywitani przez całkiem mały wygenerowany losowo poziom, który zazwyczaj zawiera kilka rybek, kilku niezależnych rybaków i czasami jakiegoś handlarza. Nie mamy tutaj wiele roboty, więc szybko okazuje się, że przeniesienie na kolejny, wyższy poziom odbywa się poprzez wlecenie w dryfującą platformę, która wyrzuca nas na kolejny poziom. Od tego momentu każdy z nich będzie nieco obszerniejszy, zawierał ryby dające większy potencjalny zysk, oraz będzie znacznie trudniejszy do przetrwania. Na żadnym z poziomów poza ostatnim z każdego zestawu, gdzie musimy zabić bossa, nie ma celu. Musimy jedynie udać się na kolejny poziom poprzez wlecenie w platformę. Warunek jest tylko jeden – przeciwnik nie może być w pobliżu. Nasze wyprawy mają nas ostatecznie doprowadzić do stratosfery, gdzie swoje miejsce bytowania ma legendarny waleń, którego musimy upolować ku pamięci ojca. W tej grze jednak wydaje się nie chodzić o cel, a o podróż.

Airheart: Tale of broken Wings recenzja review
Jeśli chcemy, to możemy się zająć piractwem i samemu atakować rybaków, ale od razu ruszy za nami policja!

Sama podróż jest całkiem przyjemna, ponieważ jest to przyzwoita strzelanka. Sterujemy statkiem powietrznym złożonym z trzech części: kadłuba, silnika i skrzydeł. Każda część odpowiada za inny aspekt, taki jak prędkość, wytrzymałość, czy zwrotność. Po złożeniu naszej maszyny marzeń możemy wystartować. Podczas lotu jesteśmy ograniczeni do widoku z góry, więc nie widzimy zbyt wiele, jednak nie musimy. Pole walki jest znacznie ograniczone, a przeciwnicy atakują zawsze z bliska. Może to być wręcz plusem, ponieważ posiadając wspomnianego Longstrike’a jesteśmy w stanie atakować przeciwników poza naszym polem widzenia. Właśnie dlatego byłem w stanie pokonać ostatniego bossa nigdy nie widząc go na ekranie, no może tylko jeden raz przez chwilkę. Niewielkie pole widzenia sprawia też, że gra jest niesamowicie szybka, jeśli przeciwnicy znajdują się w naszej okolicy. Z wyjątkiem najmniejszych dronów spotykanych na późniejszych poziomach przeciwników nie przybywa, ryb zresztą też, więc jest możliwe zupełne oczyszczenie poziomów.

Airheart: Tale of broken Wings recenzja review
Wąż jest jednym z trudniejszych bossów do pokonania. Rada? Atakuj frontalnie gębę z miotaczem ognia, albo pozwól mu samemu się zabić

Airheart: Tale of broken Wings jest grą przyjemną, ale wymagającą nieco przyzwyczajenia i pobłażliwości, bo nie jest to gra pod żadnym względem idealna. Błędy, które spotykamy w grze są dość uciążliwe, chociaż wydawałyby się błahe. Przykładowo po zakończeniu rozgrywki, pokonaniu ostatniego bossa wracamy do menu, a cały nasz dorobek przepada. Myślałem, że będę mógł go zachować, dlatego spędziłem całkiem sporo czasu zbierając ryby i surowce, a tu się okazuje, że za moją najlepszą próbę nie mam nic poza osiągnięciem. Dodatkowo podczas tworzenia przedmiotów niektóre z nich nie są zapamiętywane, co sprawia, że musimy je robić za każdym razem od początku i nie możemy skorzystać ze skrótu. Sam system tworzenia części i broni pozostawia wiele do życzenia i pozwala na zaimplementowanie wielu uproszczeń. I jakby tego było mało, to dwa osiągnięcia są nie do zdobycia, przynajmniej w czasie pisania recenzji i przynajmniej dla mnie.

Airheart: Tale of broken Wings recenzja review
Z czasem statki piratów nie będą wyzwaniem, nawet drony staną się proste do pokonania, ale musimy wybrać odpowiednie bronie

Airheart jest grą ładną, fajnie brzmiącą i przyjemną, jednak boryka się z kilkoma problemami, które mogą być niewybaczalne dla niektórych osób. Dwójka moich znajomych odmówiła zagrania w tę grę, ponieważ nie można w niej odblokować osiągnięć. Jeden odmówił zagrania w nią, ponieważ wydawała się za prosta. Moja dziewczyna powiedziała jednak, że gra wydaje się być przyjemna i to chyba jest dobra grupa docelowa dla tej gry. Osoby, które bardziej niż mordować chcą się zrelaksować, bo nie powiem, gra trzyma w napięciu gdy walczymy z bossem, a nasz samolot płonie, czy gdy mamy ostatni punkt wytrzymałości, a do pokonania całą mapę. Airheart pozwala podnieść nam ciśnienie krwi, ale zaraz potem będziemy mogli usłyszeć delikatne nuty muzyki w tle i śpiew narwala imieniem Minke. Warto się grą zainteresować, jednak nie dla każdego mogę ją polecić. Nie jest to test naszych umiejętności, a historia może była genialna w zamysłach twórców, ale z uwagi na rozgrywkę niestety nie zdaje egzaminu, tak samo jak zresztą Moonlighter.

* 4 poziomu oznacza tutaj liczbę kroków, które musimy wykonać, żeby stworzyć przedmiot. Przykładowo tytanowa obudowa (4 poziom) składa się z trzech masywnych obudów (3 poziom), a każda składa się z trzech metalowych obudów (2 poziom), a każda składa się z trzech kawałków złomu (1 poziom).



Gra została dostarczona przez Blindflug Studios

Recenzent spędził w grze 10 godzin, odblokowując 12 osiągnięć i czekając na aktualizację odblokowującą dwa osiągnięcia.

7.3
Dźwięk:
8
Grafika:
7
Rozgrywka:
7

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.