Gry Preview

Preview: We Happy Few

W momencie, w którym spoglądając na Darkest Dungeon i Firewatch wydane na PS4 powiedziałem, że Xbox One nie ma żadnych ciekawych gier, Compulsion Games podzieliło się wiadomościami o We Happy Few, pokazało pierwsze gameplaye i zaczęło rozdawać kopie gry na Xboxa One w Game Preview. Jedną dostałem ja.

We Happy Few to ciekawie zapowiadająca się gra. W roku 1933 Niemcy dokonały udanej inwazji Wielkiej Brytanii i mieszkańcy jednego z miast – Wellington Wells – musieli zrobić „coś strasznego”. Aby uspokoić swoje nerwy i zapomnieć o winie wymyślili środek o nazwie Joy. Joy powoduje, że świat jest piękniejszy i wszystko co złe przestaje istnieć lub staje się czymś dobrym. W roku 1964 nasz bohater (gra obiecuje trójkę bohaterów z osobnymi, lecz przeplatającymi się historiami, w Game Preview dostępny jest tylko jeden bohater) ma okazję zrezygnować ze wzięcia Joy i tutaj zaczyna się nasza zabawa, lub nie. Tu mamy też pierwszy ciekawy wybór, bo gra może skończyć się w dwie minuty. Po wzięciu tabletki przechodzimy do naszej różowej codzienności i zaczynają lecieć napisy końcowe. Jeśli wyrzucimy tabletkę, to czeka nas dłuższa przygoda w Wellington Wells.

WeHappyFew_03

Gra w prologu wprowadza nas w świat, gdzie wszystko jest idealna, wszyscy są zadowoleni, ludzie, którzy zaginęli idą na „wakacje” i nigdy z nich nie wracają, a wszystkie informacje są filtrowane i wszystkie negatywne usuwane z obiegu. Masz bohater – Arthur – jest jednym z pracowników biura zajmującego się cenzurą wiadomości i zaczynają wracać jego nieprzyjemne wspomnienia wiążące się z jego bratem. W tym momencie widać też jak rozbudowana i szczegółowa jest gra. W biurze obok możemy znaleźć informację, że jeden frustrat zazdrości nam widoku z okna, który swoją drogą nie jest takie fajny, i zaczyna robić wszystko, żeby dostać nasze biuro. Kolejne biuro należy do Prudence, która „wyjechała na wakacje”, w pokoju obok widzimy przez szybę jak jeden z naszych współpracowników jest przymuszany do przyjęcia zastrzyku przez tajemniczego mężczyznę. Jest to kilka wskazówek dzięki którym możemy wyciągnąć wnioski, że świat nie jest taki piękny jak wszyscy go widzą.

WeHappyFew_12

We Happy Few przypomina nieco najnowszego Bioshocka. Wspomniany utopijny świat, który nie jest tak piękny i kolorowy dla osób stojących z boku jest chyba najistotniejszym motywem łączącym obie gry, a niektórzy uważają, że Compulsion Games zafundowało nam Bioshocka 4. Wellington Wells ma wiele wspólnego z wizją wyzwolonego miasta nauki Andrew Ryana, czy wyidealizowanego społeczeństwa Zacharego Comstocka. Są jednak istotne różnice. We Happy Few nie jest grą stricte fabularną, na co wielki nacisk kładł Bioshock. Twórcy obierają za cel osobiste doznania i obiecują przeżywanie każdej rozgrywki w unikalny sposób, ponieważ świat jest generowany na nowo dla każdej rozgrywki, a liczba bohaterów, teł i mechanik, zarówno tych już zaimplementowanych, jak i obiecanych, na pewno dostarczy wiele godzin przyjemnej rozgrywki.

WeHappyFew_06

Sami bohaterowie, którymi przyjdzie nam grać są szczęśliwymi mieszkańcami Wellington Wells, do momentu w którym Joy przestanie działać. Wtedy świat widzimy takim, jakim jest naprawdę – jest mroczny, niesprawiedliwy i jako taki, w którym ludziom nie żyje się dobrze. W nowym świecie musimy nauczyć się żyć na nowo, przystosować się do prawdziwego świata i poznać jego zasady. To w połączeniu z otwartym światem ma potencjał, którego jednak nie można chwilowo poznać, ponieważ jak już wspominałem wersja dostępna do testów jest nieco okrojona i nie pozwala doznać pełnego wachlarza odczuć związanych z radzeniem sobie jako Downer.

WeHappyFew_07

Dystopia rodem ze skrzyżowania gdzieś miedzy Dishonored, Bioshockiem oraz Children of Men daje bardzo duże pole do popisu twórcom. Stworzenie koncepcji interesującego świata opartego na założeniach Compulsion Games nie jest trudne, jednak trzeba włożyć dużo pracy w to, żeby gra była taka, jaką chcą gracze. Międzynarodowa ekipa Xboxa stara się lansować We Happy Few i wiadomo dlaczego. Ta gra ma potencjał i oby dwa lata prac deweloperskich nie były zmarnowane!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.