Gry Recenzja

Recenzja Oceanhorn: Monster of Uncharted Seas

Oceanhorn: Monster of Uncharted Seas

Oceanhorn: Monster of Uncharted Seas to ciekawa gra. Moja recenzja zawsze zaczyna się od niewielkich poszukiwań assetów z gry, screenów, press packów i dogłębnego przeglądania strony dewelopera, żeby go nieco poznać. Tutaj nie było inaczej i zanim zacząłem grać, zrobiłem właśnie to. To, co znalazłem nastawiło mnie dość sceptycznie do gry. I mam nauczkę. Jakże prawdziwe jest powiedzenie o nieocenianiu książki po okładce.

Po pierwsze, strona dewelopera to prosty landing page z mailem! Bardzo kiepsko, nie budzi to zaufania, bo w tym momencie faktem jest, że twórcy gry nie za bardzo lubią pracować. Dwa, strona Oceanhorn jest umieszczona na blogspocie. Też kiepsko, czyżby była to tak kiepska gra, że nawet nie zasługuje na własną podstronę ich głównej strony? Ale nieważne, zacząłem grać i byłem w szoku. Gra nie jest taka zła, zważywszy, że została stworzona na urządzenia mobilne. Ujmę to w ten sposób. Wydawało mi się, że The Legend of Zelda: The Wind Waker jest bardzo podobne do tej gry, po czym spojrzałem jak wygląda Wind Waker i uznałem, że to nieprawda. Ta gra jest znacznie ciekawiej wyglądająca, ale nadal w tym samym stylu. No i na szczęście Bohater nie jest blond skrzatem.

Oceanhorn

Historia zaczyna się od przedstawienia nam tytułowego Oceanhorna. Ojciec Bohatera chciał zakończyć jego żywot i pewnego dnia po prostu odszedł i juz nie wrócił. Korzystając z notatek jego z jego dziennika staramy się rozwiązać zagadkę i wyzwolić świat, zakończyć życie w strachu i osiągnąć to, czego ojcu najwyraźniej się nie udało. Gra zaczyna się dość leniwie, wyspa Pustelnika, z którym Bohater mieszka zostaje nawiedzona przez tajemnicze stwory, a samego Bohatera zaczynają nękać koszmary. Bardzo delikatnie popycha go to w stronę nowej przygody, wiec bierze łódkę, znajduje tarczę i miecz swojego ojca i wyrusza w poszukiwaniu niezbędnych narzędzi. Historia tak naprawdę nie przybiera zbyt szybkiego tempa, jednak raczej nie nudzi. Zdarzało mi się zacząć grać tylko godzinkę, po czym spędzałem kilka godzin więcej mordując potwory, zdobywając osiągnięcia i romansując z pewną niewiastą w tarapatach.

Oceanhorn

Oceanhorn to gra dość ciekawa, chociaż nieco dziecinna. Mam tutaj na myśli zarówno grafikę, jak i sposób rozgrywki. Jest ona dokładnie taka jak wspomniana Zelda. Za Zeldą jednak przemawia nostalgia. Ludzie uważają, że kolejna gra musi być dobra. Oceanhorn niestety nie podlega tym samym kryteriom i mimo, że gra jest zaskakująca, to ma kilka symptomów, które nie podobają się w miarę doświadczonemu graczowi. Zagadki logiczne są za proste, nie jestem fanem trudnych, ale skoro ja jestem w stanie przejść coś bez zaglądania do solucji, to gra osiągnęła najniższy z możliwych poziomów. Polegają one zazwyczaj na przesunięciu czegoś, a jedyne, które napotkasz i nie możesz rozwiązać będą po prostu wymagać przedmiotu, którego nie masz. Druga sprawa to brak jakichkolwiek wskazówek co do następnego celu podróży. Większość wysp pokonywałem tylko dlatego, że miałem do nich dostęp. Nie ma tutaj celu, po prostu „dowiedz co się stało z facetem od miodu”.

Oceanhorn

Sprawia to, że w pewnym momencie błądziłem bez celu dlatego, że musiałem iść pogadać z człowiekiem, który do tej pory nie miał mi nic do powiedzenia. Teraz ma, bo pogadałem z innym człowiekiem i magicznie odblokował się postęp w grze i kolejne zadanie do wykonania w miejscu, gdzie rozbiłem wszystkie dzbany, wysadziłem wszystkie kupki kamienia i zabiłem więcej szkieletów niż na tej wyspie kiedykolwiek umarło ludzi. Grze przydałby się dziennik, niekoniecznie lista zadań, ale coś w stylu klasycznego Morrowinda, gdzie wpisy były poukładane datami. Jakakolwiek wydajność w przeglądaniu dziennika w Morrowindzie wymaga niesamowitej wprawy, tutaj to sprawiłoby, że w wypadku zgubienia się można by było prześledzić nasze dotychczasowe kroki.

Oceanhorn to dość przyjemna gra, jak już wspominałem. Nie jest to jednak gra, którą bym polecił na konsoli. Dużo lepszą opcją wydaje się w nią grać na tablecie, bo da się wyczuć, że gra została stworzona nie na wielogodzinne rozgrywki, a znacznie więcej znacznie krótszych. W dodatku twórcy gry udostępnili pierwszy rozdział za darmo, żeby można było zobaczyć, czy gra działa na naszym urządzeniu i jak się gra. To zdecydowanie dobry ruch.



Gra dostarczona przez wydawcę na Xboksa One

Recenzent zwiedzał wyspy i mordował szkielety przez 8 godzin, odblokowując 24 z 36 osiągnięć.

6.7
Dźwięk:
6
Grafika:
7
Rozgrywka:
7

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.