Gry Wpis

Need for Speed: Undercover – gra gorsza niż pamiętam

Need for Speed Undercover

Przed zagraniem w każdą grę z przeszłości zawsze jest to niesamowite uczucie, ta chęć przeżycia starych wspomnień na nowo. Zaraz potem wszystko się wali, świat staje się mroczniejszy, a my przestajemy ufać naszym wspomnieniom. Dokładnie tak miałem w wypadku Need for Speed: Undercover, bo miło wspominałem tę grę. Teraz już nie wiem dlaczego.

W Undercovera grałem po dość długiej przerwie od gier z serii. Wiem, że sporo grałem w Most Wanted, a potem Carbona, raz na jakiś czas wracając do Undergrounda i Undergrounda 2, ale zupełnie pominąłem ProStreet i Shifta, który już był wydany w dniu odpalenia przeze mnie Undercovera po raz pierwszy. Gra wdawała mi się fajna, były samochody, były wyścigi, chociaż pamietam, że nie podobało mi się podejście do tuningu samochodów począwszy od Carbona. Jednak nic za co winiłbym tylko Undercovera. Wszystko zmieniło się jednak gdy przesiadłem się na Xboksa w 2012 roku. Pragnąłem zagrać w wyścigi z serii Need for Speed, więc powolutku polowałem na kolejne gry z serii i chociaż nie upolowałem praktycznie nic, to dane mi było zagrać w wiele innych wyścigów pokroju serii GRID, czy Forza. Wtedy to znalazłem Undercovera na wyprzedaży, wiec niewiele się zastanawiając rzuciłem się na niego. 10 zł to w końcu nie jest dużo.

Need for Speed Undercover
O dziwo motion blur nie przeszkadza aż tak bardzo podczas rozgrywki

Po krótkiej instalacji poprzedzonej zwalnianiem miejsca na dysku byłem gotowy do gry. Odpaliłem, nie ma problemów, gra zaczyna się na autostradzie, dokładnie jak pamiętam. Przywykam do sterowania, kończę pierwszy wyścig, biorę mojego Nissana 240SX i… Okazuje się, że samochód prawie nie skręca. Ale nic, może to tylko wina tego samochodu. Gram nieco dłużej, biorę kolejny samochód, który dobrze znam – Lotusa Elise – i to samo! Samochód nie skręca. Moment kombinowania, ok, samochód skręca, ale nie w momencie w którym naciskasz na pedał gazu. Zacząłem w tym momencie się zastanawiać, czy to tylko moje wrażenie, że gra się tragicznie. Pogadałem z kolegą, z którym razem zdobywaliśmy osiągnięcia w trybie online, i okazało się, że moje zdanie o grze jest zaskakująco dobre, mimo chwil narzekania na poziom trudności i sterowanie samochodem. Wszyscy się źle o niej wypowiadają. Pamiętałem recenzje, ale nie chciałem im wierzyć. Przecież zrobili ją ci sami ludzie, co wcześniejsze tytuły, a te były genialne! Więc co poszło nie tak?

Tego chyba nigdy się nie dowiemy, ale mogę nieco powymieniać, co dokładnie jest z grą nie tak. Zacznijmy może od tras. O ile są całkiem znośne, to ich wykonanie zatrważa. Cierpią one na syndrom „metalowych słupków”. Oznacza to mniej więcej tyle, że ocierając się o bandę raz na jakiś czas nasz samochód nagle się zatrzymuje i nieco obraca, jakby trafił na metalowy słupek, a nie jakby ocierał się o gładką powierzchnię. Nie byłby to problem, gdyby sterowanie było dopracowane, ale w świetle niemożliwości skręcania staje się to niesamowicie denerwujące. Moje przypuszczenie? Błędy w teksturowaniu miasta i delikatne przesunięcie granicy kolizji obiektów tworzących bandy i ściany. W niektórych grach powoduje to, że bandy mają kąty, w niektórych bandy się przenikają, ale tutaj wszystko z odległości wygląda dobrze. Z bliska też wygląda dobrze, ale gdy wjedziemy w bandę, to raz na jakiś czas zaczniemy latać.

Need for Speed Undercover
Nieważne jakim samochodem jedziemy, policja zawsze będzie miała przewagę

Kolejna kwestia, która jest jeszcze bardziej wkurzająca to fakt, że samochód, którym akurat jedzie gracz wydaje się być zrobionym ze styropianu. Samochód jest niesamowicie lekki i nie potrafi się przepychać. Weź lekkiego Lotusa i zderz się z ciężkim Audi rywala. Wylądujesz w rowie. Weź ciężkie Audi i zderz się z lekkim Lotusem rywala. Efekt taki sam! Samochód, którym gracz jedzie staje się zabawką, która nie jest stworzona do ostrej walki, czyli czegoś, co sugerowałby sam tytuł serii. Problem nie dotyczy tylko rywali, co niejednokrotnie sprawi, że przegramy wyścig. Rozszerza się on na pościgi. Bardzo często zdarzy się, że skopiemy czasówkę, albo zostaniemy złapani tylko dlatego, że nasz samochód nie był w stanie przepchać się przez przesadnie ciężkie samochody policji. Nie mówię o SUV-ach jadących na czołówkę. One muszą być ciężki, ale generalnie rzecz biorąc Nissany GT-R policji i gracza powinny móc nawiązać równą walkę, jeśli gracz by nie zdominował pojedynku, co powinno się zawsze dziać. Policja jest w tej grze trochę jak ten przesadnie silny przeciwnik, którego jest trudno zamordować i którego nie powinno w ogóle w grze być. Policja powinna być liczna i sprytna, a nie dominować czystą siłą podczas ocierek.

Need for Speed Undercover
Wersja gry na PS2 ma znacznie badziej przejrzystą minimapkę

Nadal mało? Jest jeszcze wiele powodów do narzekania. Gra ma dziwne skalowanie poziomu trudności. Nigdy na to nie narzekałem, aż do teraz. Rosnący poziom trudności w Oblivionie podobał mi się, nie było nudno, ale tutaj nie jest nudno aż do przesady. Każdy wyścig można po prostu wygrać, albo zdominować, jeśli przekroczymy metę jako pierwsi poniżej pewnego czasu. Problem pojawia się jednak w momencie, w którym czas dominacji jest prawie minutę gorszy niż czas pierwszego NPC przekraczającego linię mety. Wiecie co się dzieje w wyniku tej sytuacji? Frustracja. Dużo frustracji. Dlaczego? Dlatego, że posiadam lepszy samochód niż wymaga poziom wyścigu, a przeciwnicy jeżdżą jak najlepsi profesjonalni kierowcy. I to nawet nie w samochodach porównywalnych do naszego obecnego. Gra wydaje się mnożyć wszystkie statystyki przeciwnika kilkukrotnie, bo może się okazać, że twojego Pagani Zondę pokona Pontiac Solstice tylko dlatego, że startujesz jednym z najlepszych samochodów w grze w pierwszym wyścigu, do którego masz dostęp.

Need for Speed: Undercover okazał się dla mnie dokładnie takim samym tytułem, jak wiele innych, w które grałem lata temu, o których miałem dobre wspomnienia, ale które nie przeszły próby czasu. Inne gry z serii, od tego samego studia, nadal trzymają poziom. W Most Wanted gra się przyjemnie, w Carbona także. Coś jednak poszło nie tak z tym tytułem. Need for Speed: Undercover to gra, której należy unikać. Dużo lepiej zapolować na stare klasyki, niż inwestować w nowsze, i niejednokrotnie gorsze gry z serii. Chyba, że zbieracie osiągnięcia. Wtedy jak najbardziej kupujcie tę grę. Nie jest trudna do ukończenia, choć, jak już wspomniałem, bywa frustrująca.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.