Technologia Uncategorized Wpis

Moja historia z telefonem – część 1: głupi telefon komórkowy

telefon komórkowy

Moja historia z telefonami zaczęła się dość wcześnie, jak na rok w którym to się stało i mój wiek. Rok był 2003, mój ojciec właśnie zmienił telefon komórkowy, więc przekazał jeden mojej mamie, a ten, który ona miała dostała mija siostra. Zastanawiacie się może jaki telefon miała moja siostra przed zamianą? Cóż, był to bardzo stylowy Siemens M35i.

telefon komórkowy

A wiec moja historia zaczęła się w podstawówce. Była to 4 klasa. Nie pamiętam dokładnie, wiem tylko gdzie się znajdowało pomieszczenie mojej klasy, w każdym razie była to istotna rzecz. Niewiele osób miało telefon komórkowy, więc można by powiedzieć, że należałem do elitarnego grona osób, które kolekcjonowały numery telefonów, których się nigdy nie używało. Osiągnięciem było wtedy zdobycie numeru szkolnej elity, tych najbardziej „cool”. Oczywiście udało mi się to niejednokrotnie. Miałem dostęp do starszych klas przez siostrę, więc kręcąc się wokół niej zawsze miałem dostęp do kilku starszych. Nie obyło się oczywiście bez godzin spędzonych na schodach grając w jedną, czy dwie gierki, które były dostępne na tym wspaniałym ekranie. Wiem, że gdzieś jeszcze ten telefon leży w częściach, ponieważ gumowe części po latach tak się zużyły, że pozwoliłem sobie na rozkręcenie jego.

telefon komórkowy

Drugim telefonem, który zdobyłem jako ostatni członek mojej rodziny była Nokia 6510. Malutka, ładniutka, całkiem użyteczna. Była zdecydowanie lepszym urządzeniem niż mój dotychczasowy Siemens. Był jednak jeden problem. Był to moment, w którym już przestałem być częścią elity. Jako czwarty członek rodziny, mój telefon był zawsze kilka lat do tyłu. Podczas gdy reszta cieszyła się kolorowymi wyświetlaczami, ja nadal miałem Nokię bez niego. Ta obecnie znajdowała się w posiadaniu mojej siostry, która pisała tyle SMSów, że musiała co chwilę zmieniać klawiaturę. Telefon bardzo mi się podobał, a ponieważ byłem dość zależny od wszystkich innych, nie mogłem ani sobie kupić niczego lepszego, ani kłócić się o lepszy sprzęt. Prawdę powiedziawszy, nie zależało mi nawet na nim.

telefon komórkowy

W momencie w którym ja dorwałem się do telefonu z kolorowym wyświetlaczem byłem już dość daleko za kolegami. Moim pierwszym telefonem z kolorowym wyświetlaczem musiała być Nokia 3510i. Marzyło mi się wtedy to, co mieli najbardziej uprzywilejowani. Świat wariował na punkcie telefonów składanych na różne sposoby. Czy była to horyzontalnie wysuwana klawiatura, wertykalnie rozsuwany telefon, czy telefon z klapką. Prawie każdy coś takiego miał, ale byłem czasami zadowolony, że ja nie mam. Z jakiegoś powodu wszystkim ginęły telefony. Nie ważne, czy to była to Nokia 5300, czy Motorola Razr, każdy miał ograniczony czas pociechy swoim telefonem, a potem niesamowicie wiele rozpaczy, bo przecież było trzeba rodziców poinformować o nagłym braku telefonu. Wraz z tą Nokią po raz pierwszy kupiłem aplikację na telefon – Asphalt: Urban GT. Ileż to było zabawy, a ileż reklam! WAP Store to była pomyłka, której już nigdy bym nie popełnił.

telefon komórkowy

Gdy już oswoiłem się ze szkołą, a moi rodzice zmieniali telefony, stała się rzecz cudowna. Ojciec mój dostał Nokię 5140i. Nie podobała się jemu. Bateria za krótko trzymała i nadal preferował używać, wraz z mamą, starych dobrych Nokii 6310, które były niezniszczalne i najwyraźniej się nie rozładowywały. Siostra natomiast przeskoczyła ten telefon z uwagi na klawiaturę. Była gumowa i w jednym kawałku, co sprawiało, że niemalże nie dało się tym telefonem pisać pod ławką w szkole. Powodem takiego zabiegu była wodoodporność. Ta Nokia została stworzona jako telefon do zadań specjalnych. Miała termometr, fizyczną poziomicę, każdy port był zatykany gumową uszczelką, a największym bajerem dla mnie był decybelomierz. Byłem zaskoczony jak głośno jest w szkole na przerwie. Byłem też właścicielem nie tylko telefonu, ale i gadżetu, który ledwo mieścił się w kieszeni, i nikt nie był nim zainteresowany. I dobrze.

telefon komórkowy

Prawdziwa zmiana w mojej komórkowej historii zaczyna się w ostatniej klasie gimnazjum. Pora na kolejną zmianę telefonu. Moja siostra zaklepała już niestety Sony’ego Ericssona K800, który miał być przekazany z góry, więc po raz pierwszy miałem sam sobie wybrać telefon. Oczywiście cena miała być jak najniższa i miał dość dobrze wyglądać. Mógł być tylko jeden zwycięzca. Sony Ericsson K510i. Tutaj w końcu zrównałem się znowu z klasą. Osoby, którym pokradziono telefony coś przecież musiały mieć i nie było już środków na zbyt drogie telefony. Ponieważ większość z tych osób wywodziła się z dość specyficznych środowisk, to aby umilić sobie słuchanie rapu na przerwach zazwyczaj wyposażali się w serię W od Sony, czyli telefony sygnowane logiem Walkmana. Mi to zupełnie nie było potrzebne i dodatkowe koszty nie usprawiedliwiały przycisków dedykowanych muzyce. Jest to dla mnie telefon dość ważny, bo był to ostatni „głupi telefon komórkowy” jakiego używałem.

Wszystko zmieniło się po tym, jak mój ojciec zmienił pracę i dostał mój kolejny telefon. Minął rok, przyszedł czas na zmianę, ale o tym później. Prawdę powiedziawszy te 6 lat, kiedy posiadałem telefony, które funkcjonalnością nie różniły się dużo od cegły, minęły dość szybko. Faktem jest jednak, że telefony nie różniły się zbyt wiele. Największy skok był dokonany w momencie pojawienia się kolorowych wyświetlaczy, chociaż i tak niewielu ludziom się to spodobało ze względu na znacznie skrócony czas działania baterii, przez co moi rodzice dość długo używali niedawno wspomnianych Nokii. Nawet teraz leży kilka w szufladzie, dodatkowe obudowy i śrubokręty służące do wymiany tych uszkodzonych. A w następnym odcinku: okres przejściowy, czyli już nie głupi, ale jeszcze nie inteligentny.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.