Technologia

5 zabawek, które kocham – #3 – Xbox

Nienawidziłem konsol. Naprawdę, nie potrafiłem zrozumieć dlaczego ktokolwiek by je kupował. Mój pierwszy kontakt z konsolą nie był pomyślny, bo mój Pegasus padł w ciągu jednego dnia z powodu niesamowitej jakości wykonania. Potem miałem już komputery, które były całkiem niezłe i pozwalały grać w sporo gierek przez dość długi czas. Poszedłem jednak do liceum, więc potrzebny był laptop, a granie na laptopie zbyt wysokich lotów rozrywką nie jest. Postanowiłem więc kupić konsolę, a ponieważ miałem już konto Live na którym grałem w DiRT 2 i Operation Flashpoint: Red River, to wybór był prosty. W dniu mojej ostatniej matury pojechałem samochodem do MediaMarkt i kupiłem Xboksa 360. Rok był 2012, a to jest moja historia.

Ale zanim zaczną o konsolach muszę dać pewne tło mojej przemianie. Pierwszy raz zagrałem na komputerze w drugiej połowie lat 90 w sali komputerowej Zespołu Szkół Ponadgimnazjalnych w Przygodzicach. Byłem tak młody, że nie wiedziałem co robię, wiem tylko, że chyba nie było wtedy lepszych komputerów w Polsce, a w grze sterowałem troglodytą. Grać w domu zacząłem na laptopie IBM w roku 1997, ale wybór gier nie był wielki, bo godne uwagi były tylko Bow and Arrow i Saper, który akurat był zbyt skomplikowaną grą jak na mój móżdżek.następnie przyszły kolejne komputery, których oczywiście nie mogłem używać, bo były moich rodziców, ale jakiś czas potem dorwałem się do jednego z nich i włożyłem płytę z magazynu Chip z kilkoma demami. Musiał to być rok 1999 lub 2000, bo na płycie były dema Commandos, Grim Fandango, Delta Force i Gruntz. O ile to drugie mnie zupełnie nie interesowało, to w pierwszym, trzecim i ostatnim się zakochałem. Doprowadziło to do sytuacji w której moim prezentem urodzinowym w 2001 roku był Commandos 2, w ktrórego grałem przez lata i niedługo potem dorwałem się do serii Age of Empires. Fast Forward do roku 2012, mam na swoim koncie ponad 7 tysięcy godzin w Guild Wars, moja biblioteka Steam ma ponad 100 gier, na półkach leży kilka razy tyle płyt. Mój laptop zaczyna jednak szwankować. Pamięci mało, procesor taki sobie, napęd DVD przestał się zamykać i był przyklejony taśmą, Skyrim ledwo odpala się na najniższych detalach. Dość tego, trzeba to zmienić, szukam nowego komputera. Nie znalazłem komputera. Zaraz po napisaniu ostatniej matury wsiadłem do wspaniałego Opla Frontery Sport i w garniturze pojechałem z kolegą do sklepu, chwyciłem konsolę z Halo: Reach i Crysisem 2 oraz z półki chwyciłem Wiedźmina 2 i Medal of Honor.

Teraz gram już tylko i wyłącznie na konsolach i mam o nich dość nietypowe zdanie. Składa się ono ze stwierdzenia „tylko Xbox” i „ale”. Ale wybór zależy od ciebie i musisz zobaczyć co konsole tobie oferują i wybrać sobie tę, która najbardziej odpowiada twoim wymaganiom. Równie kontrowersyjne jest stwierdzenie w kwestii konsola vs. PC. Zawsze uważałem, że komputery są lepsze – jest więcej gier, piractwo pozwala tobie mieć dosłownie wszystko za dosłownie nic, konsole wymagają kupowania gier i kont premium. O ile to wszystko jest prawdą, to ważna jest kwestia wygody. Konsole nie wymagają od ciebie zupełnie niczego. Wyciągasz z pudełka, podłączasz, aktualizujesz , wkładasz płytę i grasz. Co prawda cały proces wygląda już nieco inaczej w przypadku Xboxa One i PlayStation 4 w uwagi na rozmiary gier i wysokie wymagania w ilości przesyłanych danych, którym nie potrafią sprostać napędy optyczne, ale są one dostatecznie podobne i nie wymagające wysiłku i myślenia. To jest zawsze dobra rzecz, bo granie nie jest po to, żeby ciebie męczyć, chyba że taki jest cel gry (tak, patrzę na ciebie, Xbox Fintess). Ogół ludzi ceni dokładnie to. Z tego powodu w filmach ludzie relaksują się przed konsolą, a nie PC – połącz wygodną kanapę i konsolę, a dostaniesz silny przekaz relaksu.

Nie będę tu wspominał o grupach ekstremistycznych, jak gracze kupujący karty graficzne i procesory warte więcej niż samochód (tani, bo tani, ale jednak samochód), czy osoby grające dla osiągnięć i trofeów. O ile to są silne i głośno krzyczące grupy, to jednak nie są wielki i ich zdanie nie ma znaczenia w kontekście ogólnej lepszości. Co trzeba zrozumieć w wybieraniu urządzenia na którym się gra, to fakt że wybór nie jest grą o sumie zerowej. Gdy wybierzemy nasz sprzęt, to reszta nie staje się automatycznie gorsza. Xbox 360 był lepszy od PlayStation 3, PlayStation 4 jest podobno lepsze od Xboxa One, ale to nie ma znaczenia o ile jest tobie dobrze z twoim kawałkiem plastiku i krzemu. Ja kocham Xboxa One za to, co oferuje – osiągnięcia, ideę całej rozrywki w jednym miejscu i całego ekosystemu jaki oferuje Microsoft. Uważam, że to co chce mi sprzedać Sony nie spełnia moich wymagań. Nie oznacza, że jest to gorsze, po prostu dokonałem wyboru dopasowanego do mojego stylu. Gdy ludzie zaczną myśleć w taki sposób, to przestaniemy mieć wojny konsolowe i konflikty między szlachtą z PC i pachołkami z konsolami. Hint: nie przestaniemy. Ludzie muszą usprawiedliwić zakup urządzenia i być przekonanym o świętości swojego wyboru.

Ale wracając do grania, konsol i powodu dla którego pokochałem Xboxa. Pokochałem go za osiągnięcia. Kupiłem konsolę w momencie w którym zaczynało mi brakować motywacji do grania, co samo w sobie jest dość dziwnym stwierdzeniem – brakuje mi motywacji do robienia czegoś, co powinno sprawiać mi przyjemność. Osiągnięcia sprawiły, że znalazłem motywację w złym miejscu, bo przyjemność zamieniła się w pracę. Po ukończeniu mojej pierwszej gry na 100% pomyślałem, że nigdy coś podobnego mi się nie uda. Tydzień później ukończyłem kolejną grę. Byłem zmotywowany cyferkami przy moim Gamertagu. Teraz jest ich 6 i z każdym dniem reprezentują wyższą wartość. Moja obsesyjność i natura skłonna do uzależnień sprawiła, że kupuję masowo gry i nie kończę ich, jeżeli nie ma za to osiągnięć (Zeno Clash), albo kończę po kilka raz, gdy osiągnięcia tego wymagają (Dragon Age). Nie muszą być to dobre gry, ważne że mają osiągnięcia. I to jest powód dla którego kocham Xboxa i dlatego z dniem w którym Microsoft zaprzestanie dostarczania usługi przestanę grać, po prostu nie będzie mi się chciało. A jeśli Microsoft będzie robił tak jak robi, to Xbox Team się rozpadnie i razem ze sobą zabierze na dno usługę, ale o co w tym chodzi wyjaśnię w następnym tygodniu.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.