Gry Recenzja

Enigmatis: The Ghosts of Maple Creek

Jakby zapytać kto jest tworzy najlepsze gry w Polsce, to każdy na pewno wymieni Techland i CD Projekt Red, bo oni robią te wielkie, głośne i wysokobudżetowe gry. Trzeba jednak pamiętać o tych mniejszych, których ogólna ilość pozytywnych recenzji i poleceń przewyższa tych największych. O Artifex Mundi wiedziałem od dłuższego czasu za sprawą Scriptarians, ale ponieważ nigdy nie byłe wielkim fanem gier HOPA (Hidden Object Puzzle Adventure), czym oni głównie się zajmują, to nie przywiązywałem do nich większej wagi przez długie lata. Odkąd jednak dowiedziałem się o uczestnictwie Artifex Mundi w programie ID@Xbox, to zacząłem przeglądać ich katalog i wyczekiwać premiery ich gry. Z jednej zrobiły się 3, a ilość czasu, która minęła od premier gier wcale nie przeszkadza w cieszeniu się dobrą rozgrywką.

Enigmatis: The Ghosts of Maple Creek zostało wydane w 2011 roku i jest w zasadzie jedną z pierwszych gier HOPA, które stworzyli. W tym miesiącu gra ukazała się na Xboksie One i jeśli miałbym oceniać jej poczynania, to mogę z dużą dozą pewności stwierdzić, że grze idzie całkiem nieźle. Gra ma solidne 4/5 wśród użytkowników TrueAchievements i zagrało w nią ponad 700 użytkowników, co jest znacznie większą liczbą od niemalże wszystkich niezależnych niskoprofilowych gier wydanych na Xboksie, a premiera była w zeszłym tygodniu. Jest to o tyle istotne, że jest to gra dość niszowa.

image (1)

Gra jest jak już wspomniałem grą HOPA, czyli podgatunkiem przygodówek Point & Click, jednak nie jest ona niczym gry od Telltale, czy te wszystkie tytuły z widocznym bohaterem, który powoli dekonstruuje zagadki niczym w The Raven, czy Runaway. Tutaj mamy scenę i rzeczy na niej do zrobienia, po czym przenosimy się do kolejnej sceny, wygrzebujemy przydatne przedmioty ze starty śmieci, i potem kolejna scena – bez ruchu bohatera. Grałem w tylko jedną taką grę wcześniej – Aderę na Windowsie 8.1 – i nie była to gra, która przypadłaby mi do gustu. Za dużo w niej trzeba się bawić, a ja chyba już wyrosłem z gier, które wymagają ode mnie myślenia i łączenia ze sobą faktów. Doceniam jednak fakt, że Enigmatis jest grą wyśmienitą. Spędziłem w niej około 6 godzin przechodząc całą i dodatkową historię na poziomie eksperckim i musze przyznać, że nie wydaje mi się, że był to czas stracony.

image (3)

Fabuła gry czasowo przypada na rok 2011. W miasteczku Maple Creek budzi się nasza bohaterka ze szczątkową wiedzą co się przed chwilką stało – wie tylko, że było to ważne. Zaczynamy więc zbierać poszlaki, żeby rozwikłać zagadkę. Gra nie stara się ukryć co i jak i w zasadzie od samego początku wiemy kto jest tym złym, a kto tylko czasami wypełniony jest rządzą mordu – w końcu przed chwilką dowiedzieliśmy się kto jest mordercą, po prostu tego nie pamiętamy. Sprawia to, że całe śledztwo to taka mała powtórka z rozrywki czasami przerywana słowami „już pamiętam” i krótką animacją wyjaśniającą co się stało przed naszą amnezją.

image (2)

Audiowizualnie gra nie ma prawa się zestarzeć. Grafika składa się z malowanych teł, więc ich ząb czasu nie nadgryza, a oprawa audio nie jest taka zła. Jedyne do czego mogę się przyczepić w kwestiach dźwięku, to dość duża niekonsekwencja w jakości głosu aktorki będącej głosem bohaterki. Bardzo często jest on bezuczuciowy, co nie pasuje to ogólnego klimatu panującego w Maple Creek. Brakuje w nim emocji takich jak zdenerwowanie, czy strach. Jeśli chodzi o grafikę, to jest nieco inny problem – niektóre filmiki występujące w grze po prostu nie pasuję i widać, że zostały takie, jakie były w 2011 roku. Nie było ich dużo, ale raz na jakiś czas trafi się animacja, która jest nagrana w tragicznej jakości i trwa nieco zbyt krótko. Co tu dużo mówić – jakościowo wyglądają porównywalnie z filmami live-action w Red Alert.

image

Wydaje mi się, że niewiele trzeba pisać o tej grze ponad to, że można ją polecić każdemu fanowi gatunku. 4/5 gwiazdek dla wersji z Xboxa One i ponad 80% rekomendacji na Steamie daje dobre pojęcie o tym jaka gra jest. Co mnie nieco rozczarowało to ilość łamigłówek w stosunku do sekwencji „znajdź ukryty przedmiot”, ale jakby obiektywnie na to spojrzeć, to przecież o to chodzi w takich grach. Chyba najlepszym wyrazem rekomendacji ode mnie powinno być to, że nie mogę doczekać się zagania w dwie pozostałe gry, które Artifex Mundi wydało na Xboksie One – tym razem z 2013 roku.



Gra udostępniona przez Artifex Mundi

Recenzent grał przez około 6 godzin odblokowując wszystkie 11 osiągnięć dostępnych w grze i z jakiegoś powodu w swoim bagażniku znalazł znak zapytania.

7.8
Dźwięk:
7
Grafika:
7.5
Rozgrywka:
9

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.