Technologia

5 zabawek, które kocham – #1 – Fitbit Charge HR

Fitbit Charge HR

Pierwszy kawałek technologii, który pokochałem jest zarazem najnowszym, który mam. Fitbit, w moim konkretnym przypadku Fitbit Charge HR, jest urządzeniem, którego główne zadanie to wspomaganie użytkownika podczas wszelkich przejawów aktywności fizycznej, liczenie kroków, spalonych kalorii, pokonanych pięter, treningów. A dla mnie? Dla mnie to po prostu najdroższy zegarek, jaki sobie kiedykolwiek kupiłem, który przy okazji pokazuje jak mało się ruszam podczas normalnego dnia.

Jak na możliwości, które oferuje urządzenie, dziwi mała ilość użytkowników. Gdy pytasz znajomego, czy widział kiedyś kogokolwiek z Fitbitem na nadgarstku, a on odpowiada, że widział go na ręce jednej gwiazdki porno, to wiesz że coś jest nie tak. Chociaż jest możliwe iż jeden z powodów to fakt nie bycia smart watchem. Ludzie, którzy kupiliby produkty Fitbita albo nie są świadomi jakim cudem technologii on jest (mowa tutaj o osobach ćwiczących, biegających, itp.) albo kupują nieco droższe i nieco bardziej inteligentne urządzenia jak Apple Watch, czy Samsung Gear (fani wszelkich technologii). Nawet ja prawie kupiłem Microsoft Band, ale w pierwszej generacji był za drogi i do dupy, a drugiej generacji jest jeszcze droższy, więc wybór był prosty – Fitbit.

Fitbit_face

Gdy dostałem zabawkę byłem całkiem podekscytowany jego możliwościami. Co prawda nie mogę na nim przeglądać telefonu, czytać poczty, czy SMS’ów, ale robi dokładnie to, czego od niego oczekiwałem – liczy kroki i podaje ile spaliłem kalorii. Niczego więcej nie potrzeba do szczęścia, niż wiadomość, że spalasz 2000 kcal dziennie i jesz tylko jogurt. Moja pierwsza jednostka miała jednak kilka problemów, takich jak niemożliwość synchronizacji i problemy z zegarem. Miła obsługa klienta Fitbit wysłała mi drugą sztukę, która działa już lepiej, ale nadal dziwnie się synchronizuje i nadal nie kocha moich Nokii. To jest duży problem. Do każdego zegarka, który nie ma wskazówek jest przydatny towarzysz w postaci telefonu. Moje Nokie używające systemu Windows Phone lub Windows 10 Mobile nie współpracują ze znaczną większością smart watchów, bo od dawna wiadomo, że Microsoft nie jest kochany wśród deweloperów mobilnych, co dziwi, ponieważ Microsoft zdobywa coraz więcej rynku urządzeń mobilnych, szczególnie w niskim i średnim progu cenowym. Fitbit co prawda ma aplikację na urządzenia z tymi systemami, ale notorycznie mam problemy z połączeniem się z urządzeniem, a sama aplikacja często odmawia współpracy i płynność oraz szybkość działania pozostawiają wiele do życzenia. Nie jest to jednak wielki problem, ponieważ wraz z zegarkiem w opakowaniu jest kabelek do ładowania (jest to ich końcówka, niestety nie micro USB) i odbiornik USB do synchronizacji z komputerem.

Najważniejsze jest to, dla czego się urządzenie kupuje, czyli kroki i pomiar rytmu serca. Oba są niesamowicie precyzyjne. Po wprowadzeniu odpowiedniego wzrostu urządzenie oblicza sobie jaki jest średni krok i zaczyna się magia przyspieszeniomierza. Podczas moich dość niedługich testów precyzji pomiar kroków, które pokonałem był ceny w 100%. Moja noga dotykała ziemi i licznik kroków zwiększał ilość o 1. Pomiar rytmu serca to jest natomiast bardziej ciekawostka niż przydatna informacja. Podczas ćwiczeń na orbitreku mam średnio 140 uderzeń na minutę, podczas jazdy na rowerze około 110, a przed egzaminem z mikrobiologii miałem 120. Czy ta informacja mi coś daje? Nie. Pozwala ona jednak sprawdzać jak zestresowani jesteśmy, i jaki wpływ na nas mają formy wysiłku fizycznego. Jeśli nie interesuje was jaka jest wasza ilość uderzeń serca na minutę po wypiciu alkoholu, to można kupić tańszą o około 100zł wersję bez optycznego pomiaru tętna.

Fitbit_back

A co jeśli po prostu chcesz zegarek, a ten wzór się tobie podoba? Zapomnij. Fitbit to nie jest najlepszy zegarek jaki można sobie kupić. Podczas rozmowy z pomocą techniczną Fitbita usłyszałem, że jak się go długo nie synchronizuje, to ma tendencję do spóźnienia się. Spóźniający się zegarek elektroniczny to absurd. No i bateria. Bateria starcza na mniej więcej tydzień i można na to patrzeć w dwojaki sposób. Jak na zegarek, to nie jest dużo. Jak na smart watcha to jest dużo, ale tak naprawdę on nim nie jest. Trzeba się liczyć z tym, że zawsze na weekend będzie trzeba go naładować i fakt, że Fitbit nie używa uniwersalnego gniazda ładowania sprawia, że jeśli dużo się podróżuje, to raz na jakiś czas zapomni się o kabelku i Fitbit się bezwzględnie rozładuje. Na szczęście równie dobra z niego bransoletka jak i tracker.

Fitbit_display

Co do samej budowy, to mam zastrzeżenia tylko co do ekranu. Jest on dość podatny na małe zarysowania i jak się przekonałem na moim pierwszym egzemplarzu poważnie uszkodzić ekran jest nietrudno, chociaż nie zdarzyło mi się to podczas codziennego użytkowania. Gumowy pasek jest naprawdę dobrze wykonany i nie czuć go na ręce. Zapięcie w wersji HR jest natomiast wykonane z matowej stali chirurgicznej, więc nie wywołuje uczulenia i przede wszystkim nie jest zatrzaskiem, którym nie ufam. Ładny design sprawia natomiast, że można Fitbita Charge HR nosić do każdego ubioru. Połączenie odpowiednich dawek sportowego i stylowego minimalistycznego  designu sprawiają, że wygląda on równie dobrze z dresem jak i marynarką.

Fitbit_devices

Jeśli by patrzeć na Fitbita jako składową konkretnych elementów, to nie wypada on zbyt dobrze. Nie jest smart watchem, bateria starcza na mniej więcej tydzień, miewa problemy z synchronizacją, sporo kosztuje, a zegar raz na jakiś czas się spóźnia. Jeśli jednak spojrzeć na urządzenie jako na całość, to dostajemy bardzo wygodny tracker mierzący puls i kroki, który dodatkowo potrafi wyświetlić godzinę i datę, a dodatkowo ładnie wygląda. Dla więc jest to urządzonko? Zdecydowanie nie dla osoby, która szuka zegarka, bo można kupić za porównywalną cenę wspaniale wyglądające i na pewno lepsze Fossile. Nie dla osób, które szukają smart watcha, bo jak podkreślałem kilka razy, on nim nie jest. No i jeśli szukamy trackera, to Fitbit też może nie być najlepszym wyborem. W odróżnieniu od innych trackerów Fitbit ma malutki wyświetlacz i wielką baterię jak na jego potrzeby energetyczne. Gdy porównamy go z w miarę podobnym Garminem mamy przeciwstawione sobie więcej funkcji związanych z wyświetlaczem po stronie Garmina kontra bateria starczająca na dłużej w wypadku Fitbita Charge HR. Jeśli nie mamy problemów z tym, że wszystko w Fitbicie trzeba robić z poziomu Dashboardu w komórce albo na www, to Fitbit wygrywa bez walki. Jeśli zależy nam jednak na mobilności i możliwości dostosowania w biegu, dosłownie, to są lepsze alternatywy.

Czy Fitbit Charge HR jest dobry? Tak? Czy warto go kupić? Tak. Dlaczego? Bo ja go mam, a jako konsument, który wydał kilka stów na swoje urządzenie elektroniczne nie mogę powiedzieć, że popełniłem błąd. Ale tak na serio, Charge HR oferuje całość podstawowych cech każdego trackera i ma wspaniałą baterię. Jakbym miał kupić sobie podobne urządzenie jeszcze raz, to popełniłbym ten sam błąd i kupił Fitbita. Bo cena/jakość jest dobra, bo jest ładny, bo (czasami) działa z Windowsami.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *